34.jpg piątek, 12 lipca

Jesteś prześladowany z powodu Imienia Jezus?


To dobrze :) To znaczy, że wypełnia się Boże Słowo w twoim życiu :) - konkretnie - to z dzisiejszej Ewangelii (Mt 10,16-23). Powiesz: nie, no teraz to kompletnie oszalałaś! Tak, zgadłeś! Oszalałam, na punkcie tego co mówi Jezus! I ilekroć kiedyś spełniały się te słowa w moim życiu, to byłam smutna z tego powodu i myślałam: dlaczego właśnie mnie to spotyka? No i oczywiście płakałam w rękaw Jezusowi prosząc Go: zabierz to ode mnie. [grajewo24.pl] Teraz tak sobie myślę: ileż straciłam uciekając od - nazwijmy to - prześladowań z powodu Imienia Jezus. "Czy może uczeń przewyższać swojego Mistrza?" Czy może być od Niego lepszy? Jeżeli masz wątpliwości, przejdź się może po raz tysięczny na Golgotę. Tam zrozumiesz. Albo przyjrzyj się np. rozmowom Jezusa z tymi, którzy za wszelką cenę chcieli Go zabić.


Czy masz pragnienie przyjrzeć się dzisiaj bliżej każdemu zdaniu, które wypowiada Jezus w 10 rozdziale Ewangelii św. Mateusza? Chodź, niech Słowo Boże dotknie nas do głębi, przemieni serce, uzdrowi myślenie, poprowadzi! Tak jak On chce! Nie lękaj się, zbliż się do tego Słowa z ufnością, tylko w tym miejscu znajdziesz prawdę i uwolnienie.


Jezus powiedział: "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki". (!) No tak, Panie Jezu... to ja może o tym Cię posłucham innym razem?! Czy owca ma w ogóle jakieś szanse w stadzie wilków???!! Dobre pytanie. Wyobrażam sobie to! Jak bezbronna, mała owieczka ginie szarpana kłami i pazurami drapieżnego wilka! Acha... to ja na pewno posłucham Cię o tym innym razem! Ale Skarb, chwila! Ty jesteś specjalnym rodzajem owcy! Wiesz! Jesteś taką owcą w zbroi! :-)) Na której kły wilka tylko łamią się w drzazgi! Jesteś owcą uzbrojoną w pancerz wiary! Jesteś owcą z mieczem :-)) Słowa Pana. Tniesz na pół przeciwnika - ucieka z podkulonym ogonem! Tylko KOCHANY pamiętaj: nic z ciebie nie pochodzi, WSZYSTKO jest łaską Pana:-) - żeby było jasne. Więc spokojnie idź w stado wilków. Nie jesteś bezbronną owieczką, która musi iść na pewną śmierć!


Jezus w kolejnym zdaniu daje konkretną radę: "Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie". Wprawdzie wąż mi się źle kojarzy... wiadomo z kim.... z niemądrym aniołem buntu (bo kto mądry znając Boga chciałby wystąpić przeciw Niemu?). Natomiast już w Księdze Rodzaju Pan mówi, że "wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył" Rdz (3,1). Natomiast w Księdze Wyjścia (7, 9-12) jest mowa o lasce Aarona zmieniającej się w węża, co uważane jest za symbol kapłaństwa. Zatem roztropności, używaniu rozumu, unikaniu niebezpieczeństw, a nawet sprytowi MUSI towarzyszyć NIESKAZITELNOŚĆ I CZYSTOŚĆ! Koniec kropka. Tylko kto z nas przed Bogiem jest właśnie taki? Przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami! Otóż mój Kochany grzeszniku, mam bardzo dobrą nowinę - Jezus umierając za ciebie na Krzyżu uczynił ciebie i mnie nieskazitelnym i czystym! Właśnie wtedy! Zapłacił za każdy twój i mój grzech! A obmywając cię wodami chrztu, zanurzając cię w swoją śmierć uczynił czystym. Jeszcze ci mało? (tak w ogóle to sakrament działa non-stop).Dobra - jeżeli to nie działa na twoją wyobraźnię, bo chrzest miałeś już n-lat temu i nadal przecież grzeszysz! to powiem ci, że codziennie Jezus czeka na ciebie w konfesjonale i codziennie chce karmić cię swoim Ciałem - Eucharystią. No to teraz szybki rachunek sumienia - jak często korzystasz z tego daru??? Jeżeli tylko od wielkiego dzwonu, to jak chcesz być uzbrojoną owcą w stadzie wilków? To w ogóle bez tego się tam nie wybieraj, bo cię zjedzą na pierwszym lepszym zakręcie.


Jezus mówi: "Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z Mego powodu, na świadectwo im i poganom". Mieć się na baczności... i znowu: używać rozumu, badać duchy, nie wierzyć we wszystko co ktoś ci usiłuje wcisnąć. Dzisiaj to bardzo dokładnie widać u dzieci, ale i o dziwo! - u dorosłych też! Wierzą we wszystkie brednie, które podają media. A dzieci? Jak trudno im zrozumieć i w ogóle przeredagować swoje myślenie, że to co podają np. gazety, czy reklama, jest zwyczajnym kłamstwem. Dzieciaki w szkole potrafią wymienić wszystkie tytuły programów jakie serwuje Polsat lub TVN - MASAKRA! Ja znam je z nagłówków, a one opowiadają całe historie... no w końcu ktoś pozwala im to oglądać! To dlatego tak trudno wytłumaczyć tym dzieciom, że rozwód to jest coś niewłaściwego i zamieszkiwanie przed ślubem razem też jest nie w porządku. Bądźmy roztropni jako rodzice i wychowawcy. Bądźmy sprytni. Wychodząc z domu często antenę od TV chowałam do torebki, a na laptopie zakładam hasło. Powiesz: będzie chciał to skorzysta u kolegi albo co nie daj Boże w bibliotece szkolnej! Ostatnio moja najstarsza córka opowiedziała mi co w Liceum robi się na niektórych lekcjach jak jest np. zastępstwo - siedzą w necie ile wlezie! No i co? Poradzą sobie, prawda? Zgadza się, ale ty przed Panem Bogiem jesteś czysty, że nie udostępniasz tego szajsu dzieciom w domu. A co do korzystania z tych źródeł wątpliwej wiedzy... rozmawiaj o tym ze swoim dzieckiem. Wczoraj np. usiadłam z moimi dwiema starszymi córkami i obejrzałyśmy program w TVN nt. stosowania antykoncepcji przez nastolatki. Oczywiście miałam opory, czy powinnam... Ależ oczywiście, że TAK! Słuchając poszczególnych wypowiedzi i "dobrych rad" seksualnego edukatora młodzieży - miałam okazję skonfrontować tę wiedzę, pokazać manipulację i kłamstwo, użyć kontrargumentów dlaczego nie można i nie trzeba stosować antykoncepcji. Przy okazji z młodszą córką umówiłam się na naukę metod rozpoznawania płodności. Więc bądźmy roztropni! A nie głupi.


Martwisz się o to, jak masz tłumaczyć, co powiedzieć? I na to Jezus ma dzisiaj odpowiedź: "Nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was". Czy słyszałeś dzisiaj piękniejszą nowinę? Nie martw się o to co masz powiedzieć! Duch Święty to załatwi za ciebie. Ale aby się to zadziało powinieneś się na Niego otworzyć. Inaczej to nie On będzie mówił tylko ty. I poniesiesz wtedy klęskę ufając swojej "mądrości". Kiedyś pewna osoba bardzo zamartwiała się co ma powiedzieć na bardzo ważnym spotkaniu - dotyczyło to Bożego Słowa. Doradziłam: nie martw się, Duch Święty będzie przez ciebie mówił. Na to on (bo był to mężczyzna) odpowiedział ze smutkiem: Gdybym liczył tylko na Ducha Świętego w kościele zapanowałaby cisza podczas mojego głoszenia. Zasmuciłam się nad tą prawdą i ja... Oczywiście, trzeba być przygotowanym do prelekcji, świadectwa, spotkania, homilii... inaczej byłaby to nasza ignorancja. Ale czy najlepszym przygotowaniem do tego nie jest Adoracja Jezusa w Najświętszym Sakramencie? Adoracja w ciszy... tylko ty i On, tylko Jego Słowo i Jego Duch... Pamiętam moje pierwsze przygotowanie do rekolekcji, które mieliśmy "prowadzić". Słowo "prowadzić" wzięłam w cudzysłów, bo to Jezus prowadzi każde rekolekcje, a nami posługuje się tylko jako narzędziami. No więc wybrałam się na Adorację w ciszy... mała kapliczka z Najświętszym Sakramentem, gruby zeszyt i długopis... bo przecież muszę zapisać WSZYSTKO co powie mi Pan. Guzik z pętelką! Nic nie zapisałam! Siedziałam przed Jezusem w ciszy, a On wylewał ze mnie moją zawartość i czynił mnie pustym naczyniem.... Po to, by SAM mógł wlewać, napełniać. Przychodziłam tak kilka dni, a czas nieubłaganie uciekał, rekolekcje tuż..., a ja czułam się jak PUSTY dzban. Nie zapisałam ani jednego słowa, bo żadne nie było mi dane. Ale podczas rekolekcji się działo....!!!! I wiem, że żadne słowo nie było moim...


Działania Ducha Świętego doświadczam bardzo namacalnie podczas mojej pracy w katechezie. Dzieci zadają BARDZO dużo pytań. I nie są wcale one proste. Któregoś razu dziecko zadało mi pytanie, na które kompletnie nie znałam odpowiedzi. Już otworzyłam usta, żeby powiedzieć, że nie wiem. Kiedy nagle zaczęłam mówić o tym wydarzeniu biblijnym jakbym je bardzo dobrze znała. Byłam w szoku. Po katechezie zaczęłam sprawdzać, dopytywać się, czy aby na pewno było tak jak powiedziałam. I tak właśnie było! W każdym szczególe! Żeby było jasne: przed każdą katechezą modlimy się z dzieciakami do Ducha Świętego, aby przychodził i rozjaśniał to co nie jest jasne, tłumaczył, przychodził ze zrozumieniem, pokazywał, uczył żyć w prawdzie.... Drogi, podobnych przykładów działania Ducha Świętego mogę ci dać tysiące... Słowo Jezusa się spełnia. Skoro powiedział, że masz się nie martwić o to co masz mówić, to się po prostu nie martw! Otwieraj się na działanie Ducha Bożego. On ci powie co w danym momencie masz mówić! Ale jeżeli w to wątpisz... no tak jak może się to dziać w twoim życiu???!! Idąc na ważne spotkanie oddaj je Bogu, zaproś do tej sytuacji Jezusa, zacznij wielbić Ducha Świętego, podziękuj, że to o co prosisz, co Bogu oddałeś właśnie się spełniło! Pokaż Bogu, że wierzysz w Jego działanie. Idąc na spotkanie do szefa, który ma ci dać podwyżkę, podziękuj Jezusowi, że już ją dostałeś! Niech się spełni według wiary twojej! :-) W każdej sytuacji i w każdym położeniu uwielbiaj Boga!


Jezus w dalszej części Ewangelii (Mt 10,16-23) mówi coraz bardziej trudne słowa: "Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu Mego imienia". Ułłłaaa... ciężka ta mowa. Przyjmij ją i nie dziw się, że jesteś postrzegany jako totalny oszołom w swojej rodzinie. Przyglądają się tobie i kręcą głowami... "Coś z nim jest nie tak! Chłopie, wróć do nas, wolimy cię jako zupełnie letniego katolika, z którym można było poimprezować, obgadać tego i tamtego w rodzinie, zrobić przekręt tu i tam... A teraz? Coś ty taki ZA PRAWY jesteś. Latasz do kościoła i tylko Ten Jezus... Bądź "człowiekiem" na naszą miarę". Ja też tego doświadczam. W naszym domu na nikogo plotek się nie głosi. Niektórzy to nawet przestali do nas przychodzić albo dzwonić, bo "normalnie" o innych pogadać z nami nie można. Tacy sztywni jesteśmy! Amen! Więc nie martw się, że rodzina cię odrzuca. Spełniają się Słowa Jezusa w twoim życiu. Amen! Pamiętam jak jedna z osób kiedyś wypowiedziała do mnie taki tekst: jak w końcu wyjedziesz, to będę się czuć na luzie... w końcu będę mogła sobie poprzeklinać.... Pomyślałam: no, dzięki za taki "luz"!


A Jezus w tych wszystkich sytuacjach spokojnie mówi: nie będzie to łatwe, wiem... "Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony". Może powiesz: to ja podziękuje Panie za to. Chcę mieć "normalne" życie, nie chcę, by ktoś z rodziny patrzył na mnie jak na dziwaka. Pewnie, że wybór masz... Możesz i tak Jezusowi odpowiedzieć. Ale zastanów się jeszcze: masz pewną miejscówkę w niebie, a chciałbyś do piekła? Nie, to chyba niemożliwe - jak ciebie znam :-)


Na koniec ciekawa rada Jezusa: "Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego". Można i tak. Wyprowadzić się, opuścić środowisko, które w prostej linii zmierza tam, gdzie być na pewno nie chcą - gdyby tylko wiedzieli.... Ale oni nawet wiedzieć nie chcą - tak im ten świat się podoba! I zdanie ostatnie: "Nie zdążycie obejść miast (...), nim przyjdzie Syn Człowieczy". O! I to następna dobra nowina dla nas. Wszędzie są ci, do których trzeba nieść Ewangelię! Więc nie siedźmy w miejscu (żeby nie powiedzieć dosadniej na czym!), roboty wokoło w bród... aż żal, że robotników tak mało! Syn Człowieczy NA PEWNO przyjdzie! Sam powiedział! Co, boisz się zaświadczyć o Jezusie? Trzęsiesz się przed wypowiedzeniem tego co On działa w twoim życiu? To chyba marnie działa, skoro nie chcesz o tym mówić innym. A może to twoje drzwi są zamknięte, a On stoi jak żebrak i nieustanie kołacze....?


Zastanów się.


Być uczniem Jezusa to największy zaszczyt jaki mógł cię spotkać. To największa duma! To wielka radość i pokój jak rzeka. A mówić o Nim i świadczyć swoim życiem to rozkosz serca. Tylko, że nie będzie to łatwe. Pamiętaj jesteś uzbrojoną owcą - uzbrojoną w moc Pana! I żaden wilk ani nawet wielkie stado nie jest w stanie zaszkodzić ci. Nie działasz przeciw ciału i krwi, ale przeciw mocom, których gołym okiem nie widać. Więc chwyć mocno Jezusa, przywiąż swoje ubranie do Jego płaszcza, a nawet zszyj fabrycznie i idź! Wielu jest jeszcze tych, którzy Go nie znają.


Agnieszka Frydrych