36.jpg piątek, 02 sierpnia

Niedowiarek czy wierzący?


Bardzo spodobał mi się tekst o. F. Błaszkiewicza SJ w cyklu konferencji: "W imię Jezusa możesz wszystko", który brzmiał mniej więcej tak: Oddałeś swoje życie Jezusowi? Jezus jest twoim Panem? No to teraz tak: budzisz się rano i mówisz: "Panie Jezu, weź na razie do mnie nie mów, bo chcę zobaczyć co mam w sercu". Zamykasz oczy i mówisz: "Dzisiaj bym zrobił to, to i to! Aha czekaj, w dalszym planie jeszcze to i tamto. O! i jeszcze to. Panie, co Ty na to?" On ci podświetli wszystkie dobre pragnienia w tobie. On się tylko może ucieszyć w tobie i powie: "No to rób!" "Jeżeli chcesz wyznawać Jezusa jako Pana, jeżeli chcesz pełnić Jego wolę, to ma się to wyrażać w decyzjach twojej woli, które są realizacją tego wszystkiego o czym ty marzysz :) To jest dźwiganie krzyża i to jest życie pasją" (o.F. Błaszkiewicz SJ)


Wywołał ten tekst we mnie szereg refleksji... bardzo pozytywnych. To znaczy, że Bóg nie jest kimś, kto narzuca swoją wolę! Nie jesteśmy marionetkami w Jego ręku! Szczerze, to wiedziałam o tym od dawna, ale ten tekst pobudził mnie na nowo do myślenia. Co wobec tego z wolą Bożą w naszym życiu? Ależ to jasne i oczywiste jest! Jeżeli jesteś zanurzony po uszy w Bogu, nawet więcej niż po uszy - cały toniesz w Nim, żyjesz w stanie łaski, oddałeś całkowicie swoje życie Jemu, przyjąłeś Jezusa jako jedynego Pana i Zbawiciela - i nie był to absolutnie pusty akt - żyjesz tym i realizujesz na serio w swoim życiu, to Jezus tylko błogosławi twoim marzeniom i twoim przedsięwzięciom! Cieszy się z twoich planów, towarzyszy im, pomaga w realizacji. Jesteś Jego - kocha cię bez granic...


Aby lepiej to zrozumieć popatrzmy na małżeństwo. Jeżeli żona całkowicie kocha swojego męża - da mu wolność, nie będzie ograniczać sobą, pozwoli mu rozwinąć swoje skrzydła, będzie radować się z jego osiągnięć. Tak samo mąż - nie będzie traktował żony jako swoją własność, da jej swobodę w wyrażaniu uczuć, będzie towarzyszył jej twórczemu rozwojowi, nie ograniczy jej. Małżonkowie rozradują się sobą nawzajem w dążeniu do piękna i w tworzeniu tego co dobre.


Bóg nie ogranicza człowieka w niczym! Bóg nie podcina skrzydeł! Przeciwnie: Bóg pragnie naszego rozwoju. Może pojawić się w twoim sercu lekka wątpliwość jako pobożnego katolika... ale czy aby NA PEWNO w tych moich marzeniach i planach spełniam wolę Bożą. To mówię ci, że tak. Jest tylko jeden warunek - działasz i poruszasz się w Jezusie Chrystusie maksymalnie! Jeżeli oddałeś Mu swoje życie i konsekwentnie się tego trzymasz, jeżeli dajesz się Jemu prowadzić i nie wchodzisz na swoje ścieżki - spełniasz Jego wolę. Może zaczniesz marudzić: no taaak, tak... ale? czy? aby? na pewno? Skoro masz wątpliwości to pytaj się Jego! A co to za sprawa. Powie ci, czy droga, którą idziesz jest Jego. Czy myśli, które masz w sobie są myślami Boga. Czy On działałby podobnie jak ty? Pytaj.


Inna rzecz: to czy słyszysz jak mówi do ciebie Bóg. Jeżeli nie, to szukaj przyczyny tego, że jesteś głuchy. Nie wiem co to jest, może nawet ty sam nie wiesz... dlatego pytaj tym bardziej. Może jednak nie oddałeś do końca swojego życia Jezusowi? Może zostawiłeś jakąś furkę... w postaci nałogu, przyzwyczajenia, przywiązania do grzechu - nie mówię tu o ciężkim, bo ten wbrew pozorom nie jest tak łatwo popełnić - chodzi mi o przywiązanie do grzechu tzw. lekkiego (niby nic... a jednak!). Zresztą "zapłatą za grzech jest śmierć" (św. Paweł), więc jaka sprawa - ciężki, czy lekki? Grzech jest grzechem, a zapłatą za niego jest śmierć! Jezus załatwił tę sprawę za ciebie na drzewie Krzyża dawno temu, więc czemu jeszcze w tym siedzisz? Czemu nie żyjesz tak jak mógłbyś żyć???!!! Śmieszą mnie te wszystkie teksty i tekściki głoszone przez różnego rodzaju media: korzystaj z życia jak chcesz! Bóg mówi ci to samo! Tylko, że spece od reklamy i tzw. "wszystkowiedzący eksperci od życia", mają zupełnie co innego na myśli niż Bóg! Oni za pełnię życia uważają taplanie się w grzechu, a Bóg wręcz przeciwnie. Bóg chce twojej wolności. Powtórzę się: chce abyś był niczym NIEOGRANICZONY! Chce wyzwolić cię z twoich lęków, z tego co czyni cię niewolnikiem! I jeżeli ktoś twierdzi, że życie w Bogu jest nudne - to jest KIEP na całego! Chciałoby się powiedzieć: cep i pusty cymbał - nie obrażając nikogo.


Życie w Bogu NIE JEST nudne! Życie w Bogu jest PORYWAJĄCE, NAMIĘTNE, NIEZASTĄPIĄNE!!! niczym i nikim! (Tu zabrakło mi słów, aby to opisać). Jeżeli jeszcze tak nie żyjesz - to ZACZNIJ!


I teraz w końcu idę już do dzisiejszego Słowa. W Ewangelii wg św. Mateusza (13,54-58) jest opisane przyjście Jezusa do swojego rodzinnego miasta - do Nazaretu. Tu się wychował. Trzydzieści lat to trochę. Więc znali Go tam. Znali Jego Matkę i ojca Józefa. Na ich oczach Jezus rósł. I w momencie kiedy naucza w synagodze zdziwieni są (!). Normalnie Pisma nie znają! chciałoby się powiedzieć - matoły! Bo gdyby dobrze znali Słowo Boże i słuchali Proroków wiedzieliby KIM ON JEST! A tu zdziwienie! Widzieli Jego mądrość i cuda!... a mimo wszystko "powątpiewali o Nim"!


Czy i ty wątpisz?
Czy i ty "powątpiewasz o Nim"?
To jest wbrew pozorom bardzo ważne pytanie, na które udziel sobie odpowiedzi. A wiesz dlaczego? Bo jeżeli wątpisz, Jezus nie będzie mógł zdziałać cudów w twoim życiu z powodu twojego niedowiarstwa! Por. Mt (13, 58)


Tak Panie, ja wierzę... ALE
Tak, tak wierzę... ALE! ....
To wierzysz w końcu, czy nie?
Wierzysz, że Jezus może uczynić WSZYSTKO?
Jest Panem wszystkiego i wszystko do Niego należy. Więc o co chodzi?


Brak wiary i powątpiewanie w moc Jezusa spowoduje, że to o co prosisz nie stanie się. Nie będziesz miał pełni błogosławieństwa! Łaska przygotowana dla ciebie od zarania wieków i dana tobie nie zaowocuje w tobie!
Idziesz trzymając Jezusa za rękę? No to o co jeszcze chodzi? Wróć do marzeń, o których pisałam na początku tego tekstu. "I nie bądź niedowiarkiem lecz wierzącym"!


Pełni błogosławieństwa w tym dniu tobie życzę :)


Agnieszka Frydrych