37.jpg niedziela, 04 sierpnia

Trochę o chciwości i trochę o głupocie


Co za parszywy demon ta chciwość! I to na dodatek powiązana jest ze wszystkimi grzechami głównymi! A najbardziej to chyba z demonem pychy. Jezus dzisiaj wyraźnie ostrzega: "Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości" Łk (12,13-21). Słowa "uważajcie i strzeżcie się" stawiają na baczność. Jezus wyraźnie mówi o tym, że chciwość jest wielkim niebezpieczeństwem dla człowieka. Przychodzi pod różną postacią. I na pewno wiąże się z wszelkiego rodzaju pożądliwością. Człowiek w nieuporządkowany sposób może dążyć do przesadnego zagarnięcia dóbr materialnych, może gonić za modą i wszystkimi nowinkami techniki i osiągnięciami cywilizacyjnymi. Człowiek, który pożąda, ciągle pragnie nowych wrażeń - tych związanych z bałaganem duchowym. A dzisiaj Słowo Boże wyraźnie mówi: "Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem" Kol (3,1-5.9-11)


Ktoś może powiedzieć: mnie te grzechy zupełnie nie dotyczą! Zauważ, że św. Paweł - niegłupi chłop - wśród wszystkich grzechów dotyczących nieczystości człowieka, wkłada również i chciwość! Więc długie macki ma ten grzech i jest zarzewiem innych - tak samo ciężkich.


Myślę, że w każdym z nas drzemie pokusa składowania różnych rzeczy. Złapałeś trochę kasy i hop! Na konto. Niech się odłoży, niech z deko urośnie - będzie jakimś tam zabezpieczeniem. A Jezus w dzisiejszej Ewangelii człowieka, któremu dobrze obrodziło pole... nazywa głupcem! Zastanawiałam się dlaczego? I w głowie zaświtała mi taka myśl, że zamiast burzyć stare spichlerze, po to, aby pobudować w to miejsce nowe - większe i tam zgromadzić nadmiar zboża... to nie jest to dobra nowina dla chrześcijanina! Gromadzić, gromadzić i gromadzić! Aż uszami wyjdzie! Zabezpieczę się na lata... na stare lata. Tylko pytanie, czy dożyję starości? Bo jeszcze tej nocy mogę stanąć przed Panem... i na pewno nie zabiorę tam tego co zgromadziłem na ziemi.


A gdyby tak podzielić się z innymi? A gdyby tak dać potrzebującemu, nawet nie z tego co mi zbywa, ale i ze swojego niedostatku? Po co gromadzić całą szafę ciuchów na zasadzie: "może kiedyś założę tę kieckę - a może by dać temu kto nie ma? Albo ile jedzenia wyrzucamy? Aż żal patrzeć jak porozrzucany chleb leży na chodnikach, przy śmietnikach. Tak można wymieniać i wymieniać... Ile rzeczy marnujemy zamiast dzielić się nimi...


Ciekawostką jest to, co ten człowiek z dzisiejszej Ewangelii wymyślił: "Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!" No i tym zdaniem, że tak powiem, pogrzebał się na całego. Jeść, pić i używać! - Oto pomysł na życie współczesnego człowieka! Zero odniesienia do sfery ducha. A najbardziej dotknęło mnie słowo: używać. Niestety źle mi się kojarzy.


Zachłanność - rodzona siostra chciwości. Zostawmy rzeczy materialne - to raczej każdy rozumie. Zachłanność może przejawiać się w próbie całkowitego podporządkowania sobie: męża, żony, dziecka, przyjaciela, kogoś ze wspólnoty... Jednym słowem drugiego człowieka, który NIGDY nie powinien być naszą własnością.
W każdym rodzaju chciwości i zachłanności ukryta jest pycha - pierwszy z grzechów głównych. Pycha, która myśli tylko o sobie! Więc gdzie jest miejsce dla drugiego człowieka? Egoizm, skoncentrowanie na swoich potrzebach...
Ewangelia takich ludzi, którzy są chciwi i zachłanni nazywa głupcami....
"Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem".


Dzisiaj w gronie rodzinnym zastanawialiśmy się co to znaczy być bogatym przed Bogiem. Obok bardzo pobożnych:) pomysłów... pojawiło się: jedzenie obiadu "odświętnymi" sztućcami. Ktoś by pomyślał: co ma piernik do wiatraka! Ano ma. Okazuje się, że ma. Niedzielny obiad traktujemy jak świętość. Po Eucharystii każdy z nas ma swój wkład w przygotowanie: jedna dziewczyna przygotowuje stół (konieczna jest zapalona świeca i świeże kwiaty), piękne naczynia, a wśród nich... no właśnie: ładne sztućce, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Reszta rodzinki kręci się w kuchni i każdy ma swój udział w przygotowaniu obiadu. Po skończonym posiłku niezbędnym, a powiedziałabym najważniejszym elementem jest czytanie Ewangelii i rozważanie jej - czyli dzielenie się tym jak rozumiem to Słowo- najciekawsza jest oczywiście wersja dzieci:) Kończymy wspólną modlitwą i dopiero wtedy niedziela ma swój wymiar: Eucharystia, wspólny obiad - koniecznie przy wyłączonym telewizorze(inaczej nie wyjdzie!), rozważanie Ewangelii i modlitwa. Odpoczynek przejawia się na różne sposoby, w zależności od pory roku.


Dlaczego zatem "odświętne" sztućce? Mam w szafce kuchennej bardzo ładne sztućce - wyjmuje je tylko na specjalną okazję, np. jak przyjdą goście. Więc jedno dziecko zapytało dzisiaj dlaczego nie mielibyśmy jeść niedzielnego obiadu właśnie tymi pięknymi sztućcami skoro niedzielny obiad i w ogóle niedziela jest dla nas świętem? Rzeczywiście... i wówczas odnalazłam siebie w tym głupcu z dzisiejszej Ewangelii... który coś tam gromadzi... niby nic, tylko sztućce... a jednak!


A jak to się ma do bogactwa przed Panem? Kiedy jestem bogaty w oczach Boga? Wtedy kiedy żyję najlepiej i najpiękniej jak tylko potrafię. Nie czekam na specjalną okazję, aby zapalić świece do kolacji. Kiedy ostatni raz zapaliliście świece? Ubraliście odświętne ubrania, podarowaliście sobie liścik... byliście na spacerze?
Bogactwo przed Bogiem... to piękne życie. Niekoniecznie opływające w luksusach. Niekoniecznie najszybszy samochód i dom z basenem, markowe ciuchy, najlepszy elektroniczny sprzęt....
Więc jak z tym twoim bogactwem jest?


I na koniec jeszcze jedna myśl dotycząca dzielenia się z innymi:
Kiedy wrzucisz grosik potrzebującemu, jesteś bogatszy od tego, który wrzuca na swoje konto miliony. Dzieląc się a nie gromadząc tylko sobie, postępujesz jak człowiek mądry, a nie jak głupi.


Agnieszka Frydrych