38.jpg piątek, 23 sierpnia

W twoim życiu króluje Bóg czy bożek?


"Noemi powiedziała do Rut: Oto twoja szwagierka wróciła do swego narodu i do swego boga, wracaj i ty za twą szwagierką. Odpowiedziała Rut: Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem". (Rt 1.1.3-6.14b-16.22)


Ile razy w ciągu dnia słyszysz propozycję typu: wracaj do swojego boga... Owy bóg w dzisiejszym świecie występuje pod różną postacią. Powiem tak: WSZYSTKO cokolwiek nie należy do Boga prawdziwego - jest bogiem obcym, którego czci współczesny świat. Lista jest długa, szkoda czasu na wymienianie. Czy dzisiaj zawołasz za Rut: "(...) gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem"? Może odpowiesz szybko: no jasne, że tak! Jeżeli rzeczywiście tak jest to chwała Panu! A ja w tym miejscu chce się z tobą Drogi Przyjacielu podzielić bardzo krótkim świadectwem. Ja też tak uważałam! Uważałam, że nie mam żadnych bożków!


Ale któregoś dnia podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu - dokładnie w ubiegły poniedziałek - rozważałam przed Panem tekst z Księgi Sędziów (2,11-19). No i tam oczywiście była mowa o tym jak to Izrael ciągle "szedł za cudzymi bogami, służył im i pokłon im oddawał, nie odchodząc w niczym od swoich czynów i od drogi zatwardziałości". Pan Bóg cały czas dawał im znaki swojej obecności, a oni i tak uparcie wracali do swego korytka. Gamonie! No ale dobra. Więc mocno jakoś skupiłam się na tym zdaniu, które zacytowałam wyżej i zaczęłam się zastanawiać: czy ja chodzę za jakimiś obcymi bogami? Oczywiście była przekonana, że nie! Byłam święcie przekonana, że nie mam żadnych bożków... nawet jednego marnego! Ale na wszelki wypadek zapytam o to Ducha Świętego. Przy czym, wiesz - byłam pewna, że bożka nie mam. A Duch Święty pokazał, że jest inaczej! Jak zwykle zresztą:) Pokazał mi jedno z moich dzieci, przez które ostatnio włos posiwiał nieco bardziej. Usłyszałam: (imię dziecka) jest twoim bożkiem. Byłam w lekkim szoku. Ale zaraz przyszło następne słowo: przestań się w końcu martwić, oddaj Mi swoje dziecko do końca i przestań się tym zajmować wreszcie! Ja sobie z nią poradzę! O szok....


To doświadczenie było tak mocne, a jednocześnie tak wyzwalające (a które nie jest:) jeżeli trwa się w obecności Jezusa:)?), pełne pokoju i wolności w Bogu.


Nawet dziecko może być twoim bożkiem, nawet współmałżonek...


Czy coś w twoim życiu jest ważniejszego od Boga? Jeżeli znajdziesz coś ważniejszego to właśnie to jest twoim obcym bogiem, bożkiem, którego czcisz i wyznajesz, za którym latasz tam i z powrotem. Jak nie wiesz, to zapytaj Ducha Świętego - On ci powie, na 100%. No chyba, że głuchy jesteś. Jeżeli nie słyszysz co do ciebie mówi Bóg, to szukaj przyczyny.


Chcę podzielić się z tobą świadectwem o. Fabiana Błaszkiewicza, który w pewnym momencie swojego życia odszedł od wiary, od Boga i Kościoła. I w pewnym momencie swojego życia spotkał Jezuitów. Jeden z nich powiedział do niego: Są dwa sztandary we wszechświecie: jeden to jest sztandar Chrystusa, a drugi to jest sztandar Złego - pod którym ty jesteś? On mu nie tłumaczył co Bóg oznacza, a co szatan, tylko zapytał: pod którym ty sztandarem jesteś?


O. Fabian odpowiedział: "Wiem do czego pijesz, pod sztandarem twojego Boga to ja na pewno nie jestem, ale pod sztandarem szatana - też nie jestem. Ja jestem pod swoim sztandarem. To była moja religia. To dzisiaj jest religia wielu, nawet w Kościele. Ja jestem pod swoim sztandarem.


To on wtedy mi powiedział: Albo jesteś inteligentny - a jesteś, albo swojej inteligencji właśnie się wyrzekasz. Nie da się w tym świecie być pomiędzy sztandarami. Albo jesteś pod sztandarem Chrystusa albo jesteś pod sztandarem Złego. Jeżeli nie jesteś pod sztandarem Chrystusa, to jesteś pod sztandarem Złego! Nawet jeżeli ty mówisz, że co prawda wygląda to jak hitlerowski mundur, ale ja nie jestem hitlerowcem! Co prawda mam krew na rękach, ale to nie jest krew niewinnych! Ja nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem, nikomu nic złego nie robię. ROBISZ! Nawet jeżeli to jeszcze z ciebie nie wylazło pod postacią grzechu, który krzywdzi innych - mordujesz siebie. Jeżeli nie jesteś pod sztandarem Chrystusa, to jesteś pod sztandarem Złego. A sztandar Złego to nie jest żadna moc, to jest destrukcja, to jest rozkład, to jest zgnilizna, to jest śmierć! Dokładnie tak jak o niej myślimy: śmierć, grób, trumna, kości, jeżeli jeszcze tam jakie mięcho jest co się rozkłada, robaki chodzą . A więc jeżeli nie idziesz w górę, jeżeli się nie rozwijasz, jeżeli światło cię nie prowadzi, jeżeli nadzieja w tobie nie buzuje - to nie oszukuj się, że: ale jest ok! Znajdujesz się w takiej pozycji stabilnej dosyć: jest w porządku, jest spokój. Jeżeli nie idziesz w górę, jeżeli się nie pniesz, jeżeli nie biegniesz - jak mówi św. Paweł - to nie znaczy, że stoisz, to znaczy, że się cofasz. (...) Jeżeli ty i domostwo, którym ty jesteś nie rośnie, to się kurczy, a jak się kurczy to przestajesz oddychać. Co z tego, że chodzisz, co z tego, że rączkami machasz, co z tego, że nawet czasem mówisz fajne rzeczy.


Św. Paweł w jednym ze swoich listów mówi wyraźnie, że tymi, których się mamy bać z ludzi - dosłownie - są ci, którzy zachowali w sobie tylko pozór pobożności. Mówi: uważajcie, na bezbożników, cudzołożników, na złodziei, na gwałcicieli, na morderców - uważajcie. Ale mówi: od jednych tylko strońcie, od tych, którzy są pobożni, ale jest to tylko pozór pobożności, którzy pozór pobożności zachowali, a wyrzekli się jej mocy! Bo tym się wydaje, że jest dobrze, a się staczają i jak ty obok takiego staniesz, to się może okazać, że ty stoisz na tym samym osuwisku, co tamten. I będziecie się poklepywać: w porządku, w porządku!(...) Tam wjedziesz z całą wspólnotą ponieważ Pan Jezus mówi, że brama jest szeroka". (O. Fabian Błaszkiewicz SJ "W imię Jezusa możesz wszystko").


Więc pod którym sztandarem jesteś? Chrystusa czy Złego?
Jeszcze raz powtórzę: wszystko co nie jest z Boga jest twoim bożkiem, czyli należy do Złego.
Hmmm... wobec tego jeszcze kilka myśli o. Fabiana o tym drugim sztandarze:


"Szatan nic nie może. A i tak większość z nas żyje tak jakby był równy Bogu albo w ogóle równy Bogu! Żyjemy we wszechświecie, w którym Bóg ponoć toczy jakąś walkę z szatanem. No weźcie się puknijcie w czoło! Nie ma żadnej walki w ogóle. Walka się już dawno skończyła! Są rzeczywiście dwie energie, które działają we wszechświecie - jedną jest Bóg - to jest miłość, to jest moc, która stwarza. A z drugiej strony nie ma W OGÓLE NICZEGO co mogłoby się przeciwstawić temu. Jak mówimy, że Bóg jest miłością to szatan jest nienawiścią i wtedy wyobrażamy sobie, że Bóg jest taki duży, czerwony i słodki, a szatan jest może nie taki duży, czarny i śmierdzi. No nie!


Św. Jan mówi, że Bóg jest miłością i w drugiej części zdania też mówi czym jest Zły: Bóg jest miłością, w kim zatem jest miłość ten nie ma w sobie lęku. Rozumiecie, to jest jedyne co może zrobić szatan, kiedy cię próbuje odwieść od Boga, kiedy ci próbuje wmówić, że On nie jest dobry. Może jedynie powiedzieć: "ale"... a ty się zaczynasz bać. Wiecie jak to jest, jak coś komuś mówisz, mówisz, mówisz, a on zaczyna - np. tak jak w Sejmie się mówi - zasadniczo zgadzam się z przedmówcą, ALE... to po prostu znaczy, że nie zgadzam się, no nie, ale nie chcę wyjść na chama. Szatan nawet nie to, że nie chce wyjść, on w ogóle boi się wyjść na chama. Dlatego jak mówią wam czasem: acha, bo to opętanie, tu coś...


Czasem się tak zdarza, że dobrzy ludzie i dobrzy aniołowie przyprą demony do muru i okazuje się, że one tkwią w jakimś człowieku i wtedy wychodzi, że ktoś jest opętany. Ale szatan nie chce, żeby go wykrywać. On się boi. Bo jak wie, że jak wierzący go zlokalizują, to następnie jak są naprawdę wierzący to wezmą za mordę i utopią, potem wyrzucą ścierwo do piekła i jest koniec.


Pamiętam świadectwo człowieka, który zaszedł bardzo daleko w kręgi masonerii kościołów satanistycznych w Stanach Zjednoczonych, włącznie z takimi okrucieństwami jak raz czy drugi miał brać udział w obrzędach, w ramach których ktoś miał zabić dziecko. Na szczęście do tego nie doszło. Niemniej straszne rzeczy mówił z okultyzmem związane, z demonami. I mówi, że kiedyś zgłosiła się do nich jakaś bardzo bogata kobieta, do jego grupy, w której on tam przewodził i mówi, czy mogliby załatwić tam kogoś - magicznie. Więc on opisuje jaki obrzęd zrobili - w ramach tego obrzędu wleźli do jakiegoś tam koła, ponieważ mieli wezwać jakiegoś bardzo potężnego demona, żeby to on załatwił sprawę. I jak zaczęli wzywać tego demona - coś tam się pojawiło i oni uznali, że to ten demon i mówią mu: jest tam taki chłop, w imię tam jakiegoś szatana, ty idź i wykonaj naszą wolę - zrób mu krzywdę, niech zachoruje, niech mu coś tam się stanie itd. No i to coś zniknęło. Za chwilę pojawiło się z powrotem. I wszyscy usłyszeli głos, pomruk jakiejś burzy i SYK, ale nie węża, tylko jakiegoś gada, po którym było wiadomo, że jak tylko by cię dorwał to by było RAZ! I z tego syku dało się słyszeć tylko jedno zdanie: "NIE POWIEDZIELIŚCIE, ŻE ON JEST CHRYSTUSA!" Rozumiecie? I tyle i zniknął.


Oni wiedzieli, że w ramach tych swoich magicznych głupot - taka jest umowa z demonami, że on nie mógł im nic zrobić - ale ten człowiek mówi, że: ja wiedziałem wtedy, że jakbym tylko nogę wystawił to on mi ją zeżre. Był tak wściekły, że go napuściliśmy na kogoś kto w ogóle nie wiedział co się dzieje, był TYLKO WIERZĄCY. Rozumiesz to? Nic mu nie mógł zrobić. A ile czasem my wierzący się boimy, nie wiadomo czego! Tego nie, tamtego nie, ten coś nosi, tamten coś powiedział, a ten na kogoś urok rzucił. Jasne, że są to rzeczy za które się trzeba czasem pomodlić, wyzwolić, ale zlitujcież się nad sobą wreszcie! Przyjmujesz Eucharystię? Spożywasz Ciało i Krew Pańskie? Czegóż ci jeszcze potrzeba? Słowem Bożym się karmisz? - chyba, że się nie karmisz - toś matoł! Szatan nic nie może! Co najwyżej zasiać w twoim sercu ziarno zwątpienia, które przeradza się w ziarno przerażenia. Pojawia się w tobie jakiś dobry element, pragnienie, marzenie, wizja, że twoje życie mogłoby się stać zupełnie inne. Przychodzi szatan i mówi: no taaaak, ale... masz dzieci. No nie, nie dasz rady, bo jesteś... za gruby. No przeeestań, się będziesz tam ruszać! Mecz jest w telewizji... itd. Mógłbyś pójść, no ale.... meczyk! Meczyk, piwko. Siądziemy sobie jak za dawnych dobrych lat - mówi szatan - mówisz: ok!


Co zrobić, żeby nabrać mocy i nie dać się temu "ale"? Ja to kiedyś nazwałem, że to jest choroba, że jak ktoś za często słucha szatana i łyka to "ale" i to jest jak takie kleszcze. Rozumiesz, później cię one zatruwają boreliozą. Ale kleszcze, które cię zatruwają takim "ale" są wymówkozą. Chrystus ma dla ciebie plan. Plan taki, że masz rosnąć! Że świat dzięki tobie ma się zmieniać! Że ludzie jak cię widzą na ulicy to mają się im buzie śmiać i piękniejsze się stawać. I to się wszystko nie dzieje, nie dlatego, że szatan, że on cię trzyma, że coś tam, tylko dlatego, że ci wstrzyknął parę "ale", a te cię zaraziły wymówkozą!


Jeżeli masz jakieś marzenie, to na litość żyjącego Boga, dlaczego jeszcze go nie realizujesz? Sobie powiedz, jakie to jest "ale". Żeby w wielkich decyzjach życiowych zaprzeć się Chrystusa szatan traktuje cię jak psa i cię tresuje w drobiazgach, w codziennym życiu. Rozumiesz, masz jakiś drobny pomysł: a może bym dzisiaj wyszedł na spacer... no nie, bo przecież jest pogoda chamska. Fajnie jest chodzić po chamskiej pogodzie. No tak! ALE się mogę przeziębić. Ale.... i już! Ty myślisz, że Duch Święty to Go tylko interesuje jak ty jesteś na wielkim przepowiadaniu o. Fabiana i wtedy: aaa!!! Przemień swoje życie! I wtedy jest Duch Święty, tak? A jak np. wstajesz rano i masz np. taką myśl: a jak by się tak dzisiaj nie malować? Przecież ładnam:) To myślisz, że to nie jest od Ducha Świętego? To ci mówię, że jest! A ty mówisz: no tak, ALE mam dzisiaj spotkanie z prezesem. A co on ma jakieś inne ślepia? I tak zobaczy, że jesteś ładna, a nie wymalowana. No to teraz popatrzcie się panie po sobie: ALE to nie powinno chodzić o malowanie, na pewno nie! Teraz przegiął!


Jak mówiłem o wymówkozie dwa miesiące temu w Nowym Sączu, był ksiądz młody na tej Mszy, kończę kazanie i mówię, jak masz jakąś wymówkozę, jak widzisz jakieś objawy wymówkozy w sobie to teraz się nimi zajmij. Schodzimy do zakrystii i ten ksiądz mówi:
Proszę ojca, poprosiłem Ducha Świętego, by mi powiedział, gdzie się najbardziej przejawia moja wymówkoza, a On mi powiedział: cymbale, zrób prawo jazdy na motor. To ja aż sam miałem wątpliwość, mówię: to czekajże, no ale... co? A on mówi: no tak, bo ja zawsze chciałem mieć motor i jeździć. To jest tak fajne, jestem księdzem i se jadę takim motorem. I dotarło to do mnie wcześniej, że jak ja tego nie zrobię, bo miał tam trzy tygodnie wolnego i mówi: jak ja teraz tego prawa jazdy nie zrobię, to potem rozumiecie... pierwsza parafia, minie pięć lat, potem - on jest bardzo potężny - będę ze 30 kg grubszy, to nie wejdę na ten motor, bo zawali się pode mną... itd.
Ja mówię: no i co?
A on na to: no właśnie, ja wiedziałem, że jak mam zrobić te prawo jazdy na motor, to muszę zrobić to teraz.
Ja z kolei: no i co?
A ja Se powiedziałem: no ALE mam wolne!
Czyli dokładnie rozumiesz, to co jest dla ciebie szansą, nawet wtedy przychodzi do ciebie szatan i ty mówisz: Woow! Fajnie! Mogę zrobić prawo jazdy na motor, bo mam wolne. A szatan mówi: no, ale masz wolne! A ty: no, rzeczywiście, mam wolne, to nie mogę. Przecież jak mam wolne, to nie wiem co robię, ale mam wolne. Przecież jak bym coś robił to bym nie czuł, że mam wolne!
Tak na marginesie, ksiądz ten zrobił prawo jazdy na motor:)".
(O.Fabian Błaszkiewicz SJ "W imię Jezusa możesz wszystko") - polecam:)


Jesteś pod sztandarem Chrystusa i tylko od ciebie zależy czy to się zmieni.


Błogosławionego dnia:) bez żadnej wymówkozy.


Agnieszka Frydrych