42.jpg niedziela, 08 września

Nie możesz być Moim uczniem, jeśli...

"Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem" Łk (14,3)

No to Panie pojechałeś w tym ostatnim zdaniu z dzisiejszej Ewangelii! A tak mi się dobrze czytało... BEZ ZROZUMIENIA... Dopiero po przeczytaniu tego zdania - rozległ się w mojej głowie taki gong, że o ho ho ho! Dobra, to po kolei. "Szły za Tobą wielkie tłumy" Łk (14,25). Tak się zastanawiam... czy dzisiejszy człowiek odnajduje się w tłumie podążającym za Tobą? Jestem po kilku szkolnych spotkaniach z moimi kochanymi dzieciakami... niektórzy z nich mówią wprost, że nie wierzą... Stojąc przed nimi i słuchając ich zaczęłam się zastanawiać: co ja tutaj robię???


Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno postawiłeś mnie w dobrym miejscu i czasie? Ale Twoje Słowo jest jasne: idziesz jak owca miedzy wilki (ale wiesz:) - taka drapieżna owca, uzbrojona w Moją moc), idziesz tam, gdzie nie będzie lajtowego głoszenia Ewangelii, idziesz do dziecka porzuconego, pozostawionego w objęciach internetu, idziesz do dzieci "rozwodowych" (już na pierwszej katechezie niektórzy wykrzyczeli wprost: moi rodzice się rozwiedli NO I CO Z TEGO?)


Moje kochane dziecko... ja też byłam dzieckiem porzuconym, ja też jestem dzieckiem rozwodowym, kiedy miałam niespełna 3 lata piła rozwodu moich rodziców przecięła mnie na pół! Wyobrażasz sobie ranę? Wiesz, czasami wyobraźnia jest po prostu za mała... Ale mam dla ciebie bardzo dobrą nowinę! KTOŚ jednak mnie pozszywał, KTOŚ nieustannie dotyka moich zranień, czasami robi cięcia, ale są one potrzebne, by rana nie poszła dalej, nie rozdarła się na części... Chcę ci kochany, o TYM KIMŚ opowiedzieć... Stałam przed moimi dzieciakami i patrzyłam im głęboko w oczy, niektórzy spuszczali wzrok, czasami jeszcze w powietrzu wisiało stwierdzenie: NIE WIERZĘ...


Nie wierzysz, że JEZUS MOŻE WSZYSTKO?


A jednak się określasz. To dobrze. To znaczy, że jesteś wśród tłumu, który podąża za Nim.

Ale nie wystarczy BYĆ! Wyobraź sobie, że nawet nie wystarczy za Nim iść! Można czasami gdzieś iść bez celu, można włóczyć się godzinami szukając czegoś lub kogoś... i tylko nogi bolą, porobiły się odciski i na drugi raz dwa razy zastanowisz się zanim znowu pójdziesz...


Wiesz jak podążać za Jezusem i nie zniechęcać się tym, że czasami stopy krwawią od marszu? On daje dzisiaj konkretne wskazówki. "Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, barci i sióstr, nadto i samego siebie, nie może być moim uczniem" (Łk 14,26) No to się w końcu zadecyduj Panie Jezu! Mam kochać czy nienawidzić??? Duchu Święty uratuj mnie... bo ścieżki mojego umysłu prowadzą mnie tam, gdzie nie trzeba.... Czasami własny ojciec może być przeszkodą do zbawienia... nie jest dobrym ojcem, zniekształca obraz DOBREGO OJCA. Czasami matka stawia się w miejsce Boga! Nie może odciąć pępowiny, zawłaszcza sobie dziecko i uważa, że ono jest tylko jej. Jej zazdrosna "miłość" nie pomaga dziecku dostrzec MIŁOŚCI OJCA. Czasami żona jest przeszkodą w dążeniu do Boga... gderaniem, podejrzliwością, brakiem zrozumienia, ciągłymi wymówkami tak uprzykrzy dzień, że żyć się nie chce... A dziecko? O, potrafi dać w kość! Jak kot chodzi swoimi drogami, nie pomagają łzy wylane ukradkiem, nie pomaga zdaje się nawet modlitwa za krnąbrne dziecko ( to, że modlitwa nie pomaga jest tylko szatańskim złudzeniem, bo modlitwa ZAWSZE przynosi swój owoc - na 1 000 000 % jestem o tym przekonana!) Brat, siostra... kolejny rozdział w twoim życiu niedomknięty... Niezałatwione sprawy, uraz rywalizacji pozostały z dzieciństwa, piętno "gorszego" dziecka, bo ona czy on zawsze był we wszystkim lepszy... Przebacz proszę - to jedyna droga.


Jeszcze mąż! Wprawdzie Jezus nic o mężu nie mówi w dzisiejszym Słowie, ale przecież jak jest żona to i mąż:) Otóż mąż też może być przeszkodą w podążaniu do Jezusa, jeżeli nie wypełnia swojej odpowiedzialności. Piwko, pilot, kolesie, pracoholizm, lenistwo, internet, gry...


A nienawiść samego siebie? Nie! Tu to na pewno przesadziłeś Panie!


Zaufaj Mu, ON naprawdę wie co mówi. Można być dla siebie bogiem. Szeroką bramą wchodzi dzisiaj NEW AGE! I nikt jej w tym nie przeszkadza! Chrześcijanie jak bezmyślna masa idą na oślep szukając nie wiadomo czego. Duch Nowej Ery wszedł już wszędzie! Siedzi w książkach naszych dzieci, czyha w mediach, przyczaił się i czeka... na kogoś kto jest letni w wyznawaniu Chrystusa! Drze się na całe gardło: Możesz być bogiem dla siebie! A kto ci tego zabroni bezmózgowcu! Dekalog? A cóż to jest? Dzisiaj wolno wszystko! Nie przejmuj się. Wielobóstwo jest wygodne! Poligamia również! Homoseksualiści moją się dobrze - sprawdź sam, co to za "dobroć"! Zabić można... bezbronnego - nawet krzyczał nie będzie. Kraść, oszukiwać, robić machloje - wygodne! - najwyżej trochę więcej adrenaliny będziesz miał w czubkach palców! Język służy do tego, by mówić - kto cię powstrzyma od tego co oszczerczego chcesz powiedzieć? To miłe i przyjemne przecież - plotki, ploteczki, oskarżanie innych, fascynowanie się mówieniem o innych! To nic, że ktoś płacze, to nic, że jego dobre imię nadszarpnięte! Jesteś bogiem - i możesz wszystko - sam, jesteś samowystarczalny!


A Jezus dzisiaj mówi: nie możesz być moim uczniem będąc bogiem.


Zdecyduj. "Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (3,15n). Zawsze ten tekst Apokalipsy stawia mnie do pionu! - to tak na marginesie.


Dalej Panie mówisz o krzyżu. "Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem" (Łk 14,27). No tak, czasami turystycznie chcę przejść przez życie... najlepiej krzyż, który jest mi kulą u nogi uciąć lub wyrzucić w przepaść... ale czy wiesz Drogi, że kiedy docierasz nad przepaść - przerażającą, taką, że jak patrzysz w dół to ciary przechodzą od stóp do głów i mimowolnie robisz kilka kroków wstecz... to ten krzyż właśnie wtedy jest pomostem, po którym możesz spokojnie przejść i żaden lęk cię nie dosięgnie! Nie ma opcji, żebyś się wtedy bał! A wiesz dlaczego? Bo razem z Nim jesteś na tym Krzyżu - a to jest najbezpieczniejsza przestrzeń dla ciebie.


A to ostatnie zdanie z Ewangelii, które dzisiaj najpierw walnęło mnie porządnie w głowę: "Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem" (Łk 14,33) Moją uwagę całkowicie skupiło słowo: wszystko. Mam się wyrzec WSZYSTKIEGO co posiadam... hmmm.... Znowu bym powiedziała co myślę... Ale Ty mówisz JASNO: jeżeli się nie wyrzekniesz wszystkiego co posiadasz, nie możesz być moim uczniem. Wszystko w temacie. Siostra, której nie za bardzo czasami trawię, a imię jej: przekora, odezwała się znowu we mnie... ale tym razem skłoniła mnie do Bożego myślenia... Zaczęłam się zastanawiać: co ja tak naprawdę posiadam? Co tak naprawdę jest tylko moje? Uuuuuu.... Drogi, nie chciałabym się chwalić na tzw. "antenie", bo tylko grzech jest mój, a całe dobro pochodzi od Pana... Więc mam się wyrzec tego co mnie od Boga oddala...


To tylko - albo AŻ - dzisiejsza Ewangelia. Zachęcam cię dzisiaj do dłuższego zatrzymania się nad Słowem Bożym, bo dla mnie Księga Mądrości, a szczególnie rozdział 9 przeznaczony na dzisiejszą niedzielę, to totalny odjazd. Zasmakuj w Bożej Mądrości... wtedy na pewno zrozumiesz co to znaczy być dobrym uczniem Jezusa...


Być uczniem Jezusa, czy nie być? Poszukaj odpowiedzi.
Ściskam:)


Agnieszka Frydrych

Ps. Krótkie świadectwo

Spotkałam dzisiaj osobę, która powiedziała do mnie: "Napisałaś dzisiaj taki tekst, którego nie rozumiem!". Kiedy jeszcze ta osoba kończyła to zdanie, natychmiast przyszło słowo: "Kolego, nie czytasz Słowa Bożego!". Bez namysłu wypaliłam (czasami Duch Święty tak we mnie działa, że jak przychodzi z jakimś słowem to niemalże od razu wypływa ono z moich ust) : "Nie rozumiesz, bo nie karmisz się codziennie Słowem Bożym, nie spotykasz się z Bogiem w codziennym Namiocie Spotkania, więc jak możesz rozumieć?". Usłyszałam odpowiedź: "Tak! właśnie tak jest! Nie rozważam Słowa Bożego!"

Szczerze, to szczęka mi opadła...

Drogi, moje słowo będzie tylko czczą gadaniną, jeżeli nie będzie miało odniesienia do Słowa Pana! Jeżeli przeczytałbyś nie wiem jak dobre opracowanie książki, to i tak nie będziesz wiedział o niej prawie nic, dopóki nie przeczytasz jej dokładnie i w całości. Wracaj więc nieustannie do Źródła - Bożego Słowa.

Piszę to świadectwo tylko dlatego, gdyż osoba ta poprosiła mnie o to. Duch Święty działa tak spontanicznie, że ja tego nie ogarniam! Działa nawet przez niezrozumienie tekstu. Jeżeli karmisz się Słowem Bożym, jeżeli przynajmniej jedno zdanie z tego rozważania cię poruszy - Bogu niech będą dzięki!

Błogosławionej Niedzieli:)