5.jpg

Wypłyń na głębię bez lęku

niedziela, 10 lutego 2013

Nasze kościoły pustoszeją... można stawać na głowie, wymyślać wszelkiego rodzaju sposoby ewangelizacji, używać techniki, robić pokazy multimedialne... w jednym celu: aby zaprosić ludzi na rekolekcje. Chodzi się niemalże do każdej parafii, aby zaprosić na rekolekcje dla małżonków, głosi się świadectwa, tworzy się tzw. "cuda-wianki"... a i tak przychodzi tylko mała garstka parafian. Czyżbyśmy byli w gorszej kondycji duchowej niż nasi poprzednicy sprzed 2000 lat? Słuchacze z dzisiejszej Ewangelii Łk 5, 1-11 "CISNĘLI SIĘ do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego". Żeby uściślić: To nie była byle jaka garstka, to TŁUM ludzi cisnął się do Jezusa! Jezus musiał wejść do jednej z łodzi i nieco odbić od brzegu, żeby był dobrze słyszany. Już widzę oczyma mojej wyobraźni: jak wielu zgromadziło się wokół Niego.


Niedawno usłyszałam zdanie z ust pewnego kapłana: Polska staje się krajem misyjnym! Ciekawe dlaczego? Warto Przyjacielu zajrzeć w głąb swojego serca... Warto zadać pytanie: dlaczego dzisiejszy człowiek nie wierzy. Może zbyt mało świadczymy o Jezusie? Może nie pokazujemy Jego obecności w naszym codziennym życiu?


Zatem... jakim jestem świadkiem Jezusa Chrystusa? .... Zostawiam miejsce na refleksję jak długo zechcesz....


A Pan się nie zniechęca! Mimo mojego lenistwa. Mimo moich wymówek typu: poczekaj Panie Jezu, jutro o Tobie na pewno zaświadczę. Dziś nie. Jutro! Ale Kochany... tego jutra może wcale nie być. Skąd masz pewność, że jutro będziesz miał taką możliwość? Nie traćmy czasu na brak świadectwa o Jezusie.


Wracam do Ewangelii. Szymon... to jednak jest gość! Na pewno nie przypadkowo Jezus przyszedł nad jezioro Genezaret w momencie kiedy rybacy zmęczeni po całonocnym połowie "wyszli z łodzi i płukali sieci". Nie od parady wybrał właśnie łódź Szymona, aby z niej nauczać tłum. Poprzez swoje słowo przygotowywał Szymona do tego co miało za chwilę się wydarzyć. Gdy tylko skończył mówić powiedział do Szymona: "wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów". Już widzę minę Szymona! Pewnie w swojej wyobraźni mocno popukał się w czoło... Usiłuje wytłumaczyć Jezusowi, który absolutnie nie zna się na rybołówstwie: "całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili"! Na litość Boską Panie Jezu! Miej trochę więcej wyobraźni! Znam to jezioro jak własną kieszeń... tu spędzam całe moje życie, znam się na mojej robocie! Przekopałem jezioro wzdłuż i wszerz i złamanej rybki nie złowiłem! Za nami cała noc ciężkiej pracy, konam ze zmęczenia.... A Ty mi każesz wypływać? Przecież dopiero co wypłukaliśmy sieci... chcę wrócić do domu, o niczym innym nie marzę jak tylko o odpoczynku... Chciałoby się powiedzieć: wracaj do swojej ciesielki i nie mów mi co mam robić.


Słyszysz siebie... Drogi?


Ileż wymówek musi wysłuchać dobry, cierpliwy Bóg... Panie Jezu, Ty się po prostu nie wtrącaj do mojego życia! Nie wystarczy Ci, że chodzę w niedzielę do kościoła? Nie wystarczy, że się czasami modlę, rzucę coś czasem żebrzącemu, przypadkiem komuś pomogę, może ktoś kiedyś pomoże mnie jak będę w potrzebie? Za mało Ci ta i tamta dziedzina mojego życia? Wiesz, ta sfera musi należeć tylko do mnie. Ja wiem najlepiej - tu to sobie spokojnie poradzę bez Ciebie. Nie musisz sobie zawracać mną głowy.... Znam się na swojej robocie - wiem czego mi potrzeba i zrealizuję to.

Obudź się. Nie zrealizujesz. A im bardziej będziesz się upierał, tym bardziej ci nie wyjdzie i tym bardziej będzie ci ciężko. Umotasz się tylko przy płukaniu pustych sieci...


Intryguje mnie zmiana zdania Szymona. Dlaczego tłumacząc Jezusowi, że wypłynięcie na jezioro mija się z celem... za chwilę dodaje: "Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci". Dlaczego Szymon zmienił swoje nastawienie? Musiał spotkać wzrok Jezusa. Nie ma siły! Na bank tak było! Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

Widziałeś oczy Jezusa? Przeszył cię Jego wzrok? Doświadczyłeś Jego spojrzenia? Nie? Ale dlaczego? Przecież On nie spuszcza swoich oczu z ciebie. Jesteś Jego jedynym "oczkiem w głowie"!


Szymon to zrozumiał. Inaczej. Szymon tego doświadczył! Dotknięty słowem Pana - "trafiony, zatopiony" :) Rewelacja. Stąd jego natychmiastowa wręcz odpowiedź: "Na Twoje słowo zarzucę sieci". Jesteś gotowy właśnie tak odpowiedzieć Jezusowi? "Na Twoje słowo... zrobię wszystko co zechcesz! - dosłownie".


Opłaca się uwierzyć Panu! Szymon mimo zmęczenia ( już widzę miny gapiów) wypływa. Niemalże natychmiast po zarzuceniu sieci "zagarniają tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać". Taki jest nasz Bóg! Niezwykle hojny! Obdarowuje tak, że człowiek nie jest w stanie pomieścić, napełnia po brzegi, aż się wylewa! To nie były żarty. Ich sieci naprawdę zaczynały się rwać! Musieli poprosić o pomoc tych, którzy byli w drugiej łodzi. "Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak, że się prawie zanurzały". Czyste szaleństwo ! Bóg nigdy nie daje malutko, skąpo. Jest hojnym Dawcą, zawsze gotowym do obdarowywania.


Widzę w tej sytuacji Szymona... potężny mężczyzna obejmujący kolana Jezusa... drżący jak liść... "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny". Czy zdarza Ci się wypowiedzieć takie zdanie do Pana?...

"Nie bój się, ludzi będziesz łowił". Ale strzał! Kompletne przemeblowanie życia: Szymon wraz z Jakubem i Janem, którzy również uczestniczyli w tym co się działo (tak na marginesie: akcja lepsza niż w najciekawszym filmie)"przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim".


I taka powinno być: iść za Jezusem zawsze! Bez zadawania zbędnych pytań, zastanawiania się, gdybania. Wbrew wszystkiemu, pod prąd.

ZAUFANIE... Bogu. Tylko to wystarczy, by niemożliwe stało się możliwym.

Jezus, dziś mówi: "Wypłyń na głębię" i "nie bój się".

Odpowiesz Mu?

Wystarczy Panie byś był... nic więcej.

Agnieszka Frydrych