55.jpg środa, 11 grudnia

Chcę cię uzdrowić... tylko przyjdź


Niedawno usłyszałam z ust mojego ucznia: "W życiu nie wyspowiadam się z tego grzechu! Za bardzo się boję, za bardzo się wstydzę... Co pomyśli o mnie ksiądz... a taki ciężar noszę w sobie..."

Myślę, że doświadczenie tego chłopca jest i naszym... moim i twoim... bo jak bardzo trudno jest przyjść do Boga w momencie kiedy zrobiliśmy coś, czego się bardzo wstydzimy... Popełniliśmy grzech... weszliśmy w jakąś przestrzeń , która nas zniewala, wpakowaliśmy się w jakiś nałóg, z którego nawet na horyzoncie nie widać wyjścia... Albo w "imię dobra" wybraliśmy "mniejsze zło"... Jest jeszcze jedna możliwość: nie uznaliśmy czegoś za niewłaściwe, w momencie kiedy Bóg mówi wyraźnie: jest to złem w Moich oczach.


Nasz własny wybór to jedna strona medalu. Jest jeszcze inna kwestia. Może jest ci ciężko z wielu innych powodów? Ktoś cię zranił... oskarżył... upokorzył... skrzywdził... wydał o tobie nieprawdziwe świadectwo... ciągle doznajesz zranień od najbliższych: męża, żony, dzieci, matki, ojca, teściowej... lista osób może być długa. I Bóg to widzi! Nie jest ślepy! Nie jest obojętny!


Chciałabym Drogi Przyjacielu zachęcić cię do tego, abyś spotkał się dzisiaj z ŻYWYM Bogiem w Jego Słowie. I abyś wyszedł z uzdrowieniem z tego spotkania. Niech Ono cię dotknie, ożywi, umocni i uzdrowi! Bo któż z nas czytając dzisiaj proroka Izajasza, Psalm, czy Ewangelię nie zostanie poruszony?! "Czemu mówisz (...) i (..)powtarzasz: Zakryta jest moja droga przed Panem i prawo me przed Bogiem przeoczone? Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą" Iz (40,25-31)


Widziałeś kiedyś z bliska orła, który rozpościera skrzydła? Nie masz pojęcia jaka to potęga! Jeżeli zaufasz Panu odzyskasz siły, otrzymasz skrzydła jak orzeł, będziesz biegł bez zmęczenia i szedł bez znużenia! TAK! Bo jeżeli przychodzisz zmęczony do Pana, oddajesz Mu swój trud, ból, całkowitą bezradność, oddajesz Mu wszystkie beznadziejne sytuacje, których doświadczasz w swoim życiu, przynosisz Mu ze wstydem ale i wielką ufnością swój grzech... On dodaje ci mocy i pomnaża twoje siły! Bądź tego pewien! Przecież Sam tak powiedział! A On nie kłamie. Wszyscy wokół tak jak mówi Izajasz: meczą się i nużą, chwieją się i słabną, a ty? Zaufałeś Panu? Ci co zaufali Jemu odzyskują siły. Powiesz modlę się i modlę, I NIC! Ciągle czuję się znużony! Zmęczony jednym słowem do niczego! To warto zadać pytanie: jak wygląda moja modlitwa??? Jak to jest z tym moim zaufaniem Panu? Przychodzisz do Jezusa tak na serio, czy tylko z obowiązku tzw. chrześcijanina? Zasiadasz do namiotu spotkania codziennie, wypełniasz wszystkie zobowiązania jakie daje ci wspólnota... no dobrze... tylko warto się zastanowić jaka jest tego jakość? Może poświęcasz tylko resztki czasu, które ci "zbywają"? a może w ogóle czasu nie masz... na spotkanie z Nim?


Jezus dzisiaj w Ewangelii mówi: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie". Mt (11,28-30)


Przyjdźcie... więc przychodzisz? Jak często? Czy jest to tylko jednorazowy zryw? Jednorazowe przyjście? Ile czasu poświęcasz Bogu? Przychodzisz stale, niezmiennie, bez względu na to, czy jesteś szczęśliwy, czy wręcz przeciwnie? Są to systematyczne spotkania, codzienne? Czy jest to najważniejsze spotkanie dnia?


Drogi, chciałabym w tym momencie podzielić się z tobą osobistym moim doświadczeniem... W ubiegłym tygodniu, w poniedziałek, wstałam na poranną Eucharystię źle się czując. Od razu z kościoła pojechałam do pracy. Bolała mnie głowa, bardzo źle się czułam, wyglądałam jak nieszczęście. Ponieważ zaczęły się Roraty więc nie przyszłam do Pana jak zwykle na umówione spotkanie ok. 6.30. Zawsze wówczas mam tę łaskę, że adorując Go rozważam Jego Słowo. Przełożyłam to spotkanie na później, gdyż właśnie zaczęła się Msza Św. o 6.30. Dzieci w szkole od razu zauważyły, że jestem chora. Opadłam z sił... i obiecałam sobie, że od razu po skończonej pracy wyląduję u lekarza. Ale po dwóch lekcjach miałam tzw. "okienko" - wolną godzinę. Usiadłam totalnie zmęczona, wyjmując Pismo Święte. Powiedziałam tak: "Panie Jezu, Ty widzisz jak się czuję, nie mam siły nawet się modlić, głowa mi pęka. Ja to spotkanie z Tobą tylko przesiedzę. Ja nawet jestem pewna tego, że nie zrozumiem nic z tego, co Ty chcesz do mnie powiedzieć..." Zaczęłam więc czytać Słowo Boże... Drogi Przyjacielu! Nie masz pojęcia co się wówczas wydarzyło! Kiedy siedziałam nad Słowem Bożym - zresztą zgodnie z obietnicą, bo do niczego innego się nie nadawałam... Nagle! KTOŚ jakby mnie mocno objął! Wlał we mnie całkiem nowe siły! Przestała boleć mnie głowa, w jednym momencie poczułam, że mogę WSZYSTKO! Zostałam CAŁKOWICIE UZDROWIONA! Następna katecheza - to był dopiero odlot! Pełna entuzjazmu i radości głoszona Ewangelia o Jezusie!


Chcę ci Drogi Przyjacielu powiedzieć jedno: nie prosiłam o zdrowie, nie prosiłam o to, abym poczuła się lepiej. Po prostu przyszłam na spotkanie z moim Panem w Jego Słowie, a ON MNIE DOTKNĄŁ! Nie widziały Go moje oczy, ale cała moja istota WIEDZIAŁA, że On jest najbliżej - ŻYWY i PRAWDZIWY! O jak bardzo spełniły się Jego słowa z dzisiejszej Ewangelii, czy te, które wypowiada przez usta proroka Izajasza.


Nawet jeżeli uważasz, że twoja modlitwa jest bezwartościowa, bo nic nie rozumiesz z tego co czytasz lub jesteś w totalnej niedyspozycji... z różnych powodów, proszę cię NIE REZYGNUJ ze spotkania z Bogiem! Nawet jeżeli wydaje ci się to zupełnym bezsensem, a poczucie grzechu oddala cię o lata świetlne od Boga, NIGDY nie rezygnuj! On jest wtedy najbliżej ciebie. Ja tego doświadczyłam na własnej skórze! Więc wiem, o czym mówię. Przychodź, dawaj Mu czas... a ON będzie działał! Nie zostawi cię, ani nie opuści! Podtrzyma cię i wyciągnie z największej depresji, UZDROWI, pociągnie do siebie, umocni, pomnoży twoje siły, będziesz pokonywał długie dystanse bez zmęczenia, będziesz szedł bez znużenia tam, gdzie pośle cię Pan.


Zawołaj dzisiaj za Psalmistą: Błogosław duszo moja, Pana i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego. Błogosław duszo moja, Pana i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. On odpuszcza wszystkie twoje winy i uleczy wszystkie choroby, On twoje życie ratuje od zguby, obdarza cię łaską i zmiłowaniem. Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca. (Ps 103) Chwal i błogosław duszo moja Pana!


Agnieszka Frydrych