7.jpg

Wierzysz Bogu bardziej niż człowiekowi?

środa, 20 lutego

Od czasów Jezusa, nic się nie zmieniło. Powiedziałbym, że nawet jesteśmy bardziej "plemieniem przewrotnym" niż kiedykolwiek. Ciągle chodzi mi po głowie pytanie Jezusa: "Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie na końcu czasów?". O jak bardzo dzisiejsza Ewangelia (Łk 11,29-32) jest aktualna. Przewrotny współczesny świat, przewrotne ludzkie serce... "Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany". Żądamy znaków obecności Boga. Czyżby Jezus za mało czynił w naszym życiu? Nie! On czyni wystarczająco dużo! Tylko, czy nasze oczy są na tyle otwarte, aby to dostrzegać? Czy nasze serca są skore do nawrócenia? Czy Jezus znajduje wiarę w nas?


Nie jesteś sobie w stanie wyobrazić co Jezus mógłby zdziałać w twoim życiu, gdybyś miał w sobie wiarę... On ma ręce pełne łask, którymi chce cię obdarować... niestety brak wiary powoduje blokadę tych łask.


Królowa z Południa przyjechała słuchać mądrego Salomona, całe miasto nawróciło się pod wpływem słów Jonasza... Tymczasem słów Boga mało kto chce słuchać! A przecież Jezus jest o wiele ważniejszy niż Salomon, czy Jonasz. Jego Słowo jest Słowem życia! Jeżeli ktoś mi mówi, że nie robi namiotu spotkania przez wiele lat będąc w Ruchu... Zbyt łatwo się usprawiedliwiamy: a to nie ma czasu, pora nieodpowiednia, zmęczenie... sto tysięcy innych wymówek.


Dla mnie spotkanie z Bożym Słowem, to spotkanie z żywym Jezusem! Rozumiem, że mogą pojawić się trudności. Też ich doświadczam... pustynia, rozproszenia, jakieś cierpienie, które nie pozwala do końca na "zamknięcie drzwi", inne... Bywało, że wiele miesięcy siedziałam nad Słowem Bożym, bez rozumienia go. Pojawiało się pytanie: czy to ma sens? Skoro czytam, próbuje się wsłuchiwać... i nic! Totalna ciemność, suchota i pustynia. Mogła wówczas pojawić się pokusa rezygnacji. Ale Pan wówczas tym bardziej podtrzymywał swoją łaską. Chodziło o wierność przychodzenia na modlitwę, wysiłek wsłuchiwania się w Boga mimo przeszkód i totalnej niemocy.


Błogosławiony czas trwania przed Panem. Pojawia się ogromna wdzięczność, że Bóg przychodził na umówione spotkanie, dawał łaskę wytrwania, uwalniał od przywiązywania się do emocji. Mówił: Ja Jestem, mimo, że nie widzisz i nie czujesz...


Otóż w spotkaniu z Bogiem nie chodzi o mega przeżycia, o pragnienie pociech, nawet o umocnienie. To wszystko oczywiście bardzo ułatwiłoby nam życie. Ale czyż Bóg właśnie podczas spotkania z Nim nie udziela wszystkiego tego w obfitości?


Rozważając dzisiejszą Ewangelię pojawił się we mnie smutek.... Tak łatwo dzisiejszy człowiek daje wiarę głupotom jakie podają media, wierzy gazetom, stekowi bzdur podawanych w internecie, szuka poprawy nastroju u tzw. jasnowidzów, pochłania wszelkiego rodzaju programy telewizyjne - gdzie wielokrotnie promowana jest patologia, nie ma już poczucia wstydu w czymkolwiek, żadnych zahamowań...


Biedny współczesny człowiek... żadnego logicznego rozgraniczenia tego co jest dobre, a co złe... Szkoda słów...


Współczesny człowiek wierzy bardziej sobie, niż Bogu! Powątpiewa w Słowo Boga samego! Łatwo daje się oszukać, żyje mrzonkami, daje wiarę nieprawdopodobnym historiom... ale Bogu nie wierzy!


Jakieś antidotum? Tak! Wielki Post daje ku temu sposobność: nawrócenie i otwartość serca. I zamiast tłumaczyć się dlaczego zaniedbujesz namiot spotkania, weź się po prostu do roboty. Znajdź codziennie czas dla Boga. Wpisz sobie w kalendarz spotkanie z Nim i traktuj to spotkanie poważnie, gdyż jest ono najważniejszym spotkaniem w twoim życiu. Nie ma ważniejszych!


Słuchaj bardziej Boga niż ludzi.


"Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!"


Agnieszka Frydrych