8.jpg

Nie sądź, nie potępiaj, przebaczaj. Po prostu bądź miłosierny!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Niezły rachunek sumienia można sobie zrobić w oparciu o dzisiejszą Ewangelię (Łk 6,36-38). Aż żal nie zrobić. Może zatem kilka pytań?

"Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny".

Kiedyś staniemy przed Panem... nigdy nie wiadomo kiedy ten moment nastąpi. ZAWSZE trzeba być przygotowanym na to spotkanie. Pan nie zapyta nas ile odmówiliśmy różańców, jak bardzo byliśmy pobożni... Pan zapyta nas o miłość. Zdamy sprawę z miłości. Wyjdą na jaw wszystkie braki miłości. Na temat miłosierdzia można napisać stosy ksiąg. Ale w kontekście polecenia Jezusa: bądźcie miłosierni... warto zapytać siebie: czy moje ręce przypadkiem nie są puste?Czy moje ręce są gotowe zawsze nieść pomoc drugiemu człowiekowi? I nawet czasami nie chodzi o stosy uczynków... czasami wystarczy być przy kimś kto potrzebuje pomocy, wesprzeć, wysłuchać... iść dwa tysiące kroków, podzielić się tym co mam najlepszego. Zawsze kochać bez względu na wszystko! Czy moje serce jest otwarte i gotowe czynić miłosierdzie ZAWSZE bez względu na osoby, miejsce, czas?


"Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni"

Każda najmniejsza ocena drugiego człowieka, każdy sąd wydany nawet po cichu, najskrytsza myśl negatywna, podejrzenie... nie jest miłością w stosunku do drugiego człowieka, jest barkiem miłości. Nie jest również sprawiedliwością, jest jej brakiem. Bo skąd możesz tak naprawdę wiedzieć jakie są intencje tego człowieka? Jego serce zna tylko Bóg! I tylko On ma prawo "osadzić myśli i pragnienia ludzkiego serca". Każdy niesprawiedliwy osąd do nas powróci. Każda niesprawiedliwa myśl nas dopędzi. Grzech nie jest czymś za darmo. Grzeszymy i co? Jest coś takiego jak konsekwencja grzechu...


Ostatnio miałam bardzo mocne doświadczenie... Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy... Jakiś czas temu zostałam oskarżona i źle potraktowana przez pewną osobę. Nie łatwo było przebaczyć, ale przyszła łaska uzdrowienia zranień i Jezus wszystko wyprostował. Zapomniałam o wszystkim i nawet bardzo polubiłam tę osobę. Kilka dni temu spotkałam się z nią i bardzo zdziwiona wysłuchałam sytuacji w jakiej się znalazła. Jakbym słyszała swoją historię sprzed lat! Można by powiedzieć, że wydarzyło się dokładnie to samo! Nie mogłam w to uwierzyć słuchając jej. Została potraktowana przez kogoś dokładnie tak samo jak kiedyś ona potraktowała mnie. Ten sam kontekst, to samo oskarżenie (trochę tylko inna sytuacja) w każdym razie widziałam jak bardzo przeżywała to co ją dotknęło. Jakbym widziała siebie sprzed lat! To samo zranienie, ta sama obawa! Byłam w szoku! Oczywiście nie powiedziałam ani słowa... chociaż miałam pokusę, aby przypomnieć tamto moje zranienie. Pan dał mi łaskę zupełnie innego potraktowania tej osoby. Byłam w stanie wlać w jej serce otuchę... oczywiście nie ja tylko Boży Duch. Jak teraz o tym myślę to wydaje mi się to nieprawdopodobne! Jak bardzo niektóre sytuacje wracają do nas...


Nie sądź i nie potępiaj. Zostaw to Bogu. Jeżeli dotknie ciebie osobiście coś przykrego, nie szukaj odwetu, przebaczaj! To kolejne zdanie z dzisiejszej Ewangelii: "odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone". Temat przebaczenia jest trudny. Łatwo pisać i mądrzyć się na ten temat. W kontekście np. wczorajszego wygłupu nastolatków, którzy rzucając z wiaduktu betonowy kamień o wadze ok. 16 kg spowodowali śmierć kierowcy tira... myślę... gdyby to zginął mój mąż albo syn... byłabym w stanie przebaczyć?


Po ludzku jest to niemalże niemożliwe. Tylko z łaską Pana jest to realne! Ale abstrahując od takich skrajnych przypadków... przykre słowo, nie takie spojrzenie, świństwo mniejsze lub większe pod różną postacią... byłbyś w stanie przebaczyć? "Ile razy Panie mam przebaczyć to samo przewinienie, czy AŻ siedem razy?! Nie mówię ci, że aż siedem, ale aż siedemdziesiąt siedem... ZAWSZE!"


"Dawajcie, a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie".


Ups! Rodzi się refleksja... w takim razie jak ja postępowałem z drugim człowiekiem, sądziłem, wydawałem wyroki, oceniałem... tak i ze mną postąpią! Szok!!! Przyjąć i wprowadzić w życie taką prawdę... bezcenne! Uświadomić sobie tę rzeczywistość i żyć jak prawdziwe Dziecko Pana Boga...


Kiedy ostatni raz wywołałem uśmiech na twarzy drugiego człowieka?

Kiedy tak naprawdę zależało mi, aby kogoś szczerze i z miłością obdarować dobrem?

Bądź zatem Drogi miłosiernym w każdym wymiarze i w każdej chwili, aby nie stanąć przed Panem z pustymi dłońmi. Wiem, że w dzisiejszym świecie będziesz mega dziwakiem... ale tak naprawdę niech cię to nie obchodzi.


Bądź Jezusowym: ZAWSZE:

Agnieszka Frydrych