14.jpg

niedziela, 23 marca

"Daj Mi pić" J(4,7), a uczynię cię źródłem


Myślę o Izraelitach. Spragnieni wody... szemrają... przeciw Bogu. Z jednej strony to nie dziwne, w końcu byli na pustyni, a słońce ich nie oszczędzało. Nawet zarzucali Mojżeszowi, że wyprowadził ich z Egiptu na pustynię, a więc i być może na pewną śmierć. Wj (17,3.) Myślę o ich pragnieniach... Jak bardzo człowiek może być niebezpieczny w swoim pragnieniu. Jeżeli pragnie, za wszelką cenę MUSI mieć to, czego pragnie.

Pragnienie człowieka... temat szeroki... ilu ludzi - tyle pragnień. Dlaczego współczesny człowiek jest tak bardzo zagubiony w swoich pragnieniach? Bo zamiast pragnąć prawdziwie - pożąda. W pragnieniu nie ma nic złego, w pożądaniu - tak. W zdobyciu za wszelką cenę - na pewno.


Zastanawiam się nad sytuacją Izraelitów. Pragnęli czegoś ważnego, niezbędnego do życia, bo rzeczywiście przetrwać na pustyni bez wody, jest niemożliwe. Odpowiedź Boga jest oczywista. Zwraca się do Mojżesza: "Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie". Wj 17, 5-6. To właśnie laska, którą Mojżesz trzymał w dłoniach, ma być znakiem dla Izraelitów, że ten sam Bóg, który przeprowadził ich przez Morze Czerwone i uwolnił z ręki faraona - troszczy się o nich w każdej chwili, a na pewno też w momencie, kiedy czują, że mogą umrzeć z pragnienia. Niezwykłym jest fakt, że Bóg wyprowadza na pustyni wodę ze skały... a może sam właśnie staje się ową Skała, z której wypływa Woda Żywa... Niezwykła to miłość Boga...


Myślę również o Samarytance. J 4, 5-42. Czy Jezus przypadkiem znalazł się w miasteczku Sychar? Jak znam Jezusa, to na pewno nie był to przypadek. Mieszkali tam Samarytanie - poganie, naród znienawidzony przez Żydów. Ewangelia podaje, że niedaleko miasta było źródło Jakuba. Jezus więc zmęczony upałem i drogą zatrzymał się przy studni. "Było to około godziny szóstej" znaczy: o dwunastej w samo południe. Wszyscy normalni, że tak powiem ludzie, o tej porze siedzieli w swoich domach, gdyż narażeniem życia było to, aby w południe, gdzie żar leje się z nieba - podejrzewam, że mogło być ponad 50 stopni - było wychodzenie na słońce. Co zatem robiła Samarytanka przy studni w momencie, kiedy wszyscy siedzieli w domu? Czy była pozbawiona rozumu? Chciała się opalić? Nie mogła w innym czasie przyjść po wodę?


No właśnie... Pięciu mężów i obecny, który nie jest jej mężem... Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Pewnie "pobożni" Żydzi mogliby ją za to swobodnie ukamienować... Nie wyobrażam sobie, jak bardzo była na językach ludzkich. Fakt, że wyszła w samo południe po wodę do studni, jest oczywisty. Unikała ludzi. Była pewna, że nikogo tam nie spotka.


Jezus siedział sam. Wiedział, że Samarytanka przyjdzie, więc odesłał Dwunastu do miasta po jedzenie. Niezły pretekst, by być samemu. Tylko On i Samarytanka. Nieźle pomyślane. Rozmowa dla kobiety jest zaskakująca. Słyszy prośbę, z ust Żyda (szok!): "Daj Mi pić" J(4,7).


Daj Mi pić... słyszysz to pragnienie Jezusa? Zwraca się dziś z tą prośbą do ciebie Drogi Przyjacielu. Po co? Aby cię uczynić źródłem niewyczerpanym. Abyś zanurzony w Nim, już więcej nie pragnął. Abyś stał się do Niego podobnym. Chce cię uczynić źródłem dla innych, które będzie prowadziło innych do Źródła jakim jest On Sam.


Przypatrz się Samarytance. Zszokowana pyta Jezusa: "Skądże weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię". Ktoś, kto wykopał studnię - to był dopiero gość! Więc zdziwiona pyta: czy jesteś większy od Jakuba, który tę studnię nad dał? Na to Jezus: "Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu".


Usłyszałeś to zdanie Drogi? Staniesz się źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu...


Wracając do Samarytanki. Usłyszała informację, że Jezus jest Kimś większym niż Jakub, który dał im studnię. Mega odkrycie. Tylko, że na tym nie koniec. Za chwilę odkryje, że Jezus jest prorokiem - w momencie kiedy usłyszy: "Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem".


Od proroka szybko przechodzi do Mesjasza - Chrystusa, po to, aby zaraz Go wyznać jako Zbawiciela świata! Niezwykłe! Jezus - większy od ojca Jakuba - prorok - Mesjasz - Zbawiciel całego świata! W jednej rozmowie z Nim, poganka staje się osobą wierzącą i wyznającą Go jako swojego Pana! Tylko On tak potrafi zmienić serce człowieka, jego myśli. Przewrócić życie do góry nogami!


Kiedy kobieta usłyszała, że Jezus jest Mesjaszem, natychmiast poszła do miasta, aby opowiedzieć o tym spotkaniu ludziom. Niezwykłe jest jej świadectwo, gdyż najpierw unikała ich - z wiadomych powodów - a teraz idzie i głosi Jezusa! Tym, którzy mieli ją za nic! "Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej (...)Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata".


Jesteś jak ta Samarytanka? Potrafisz z odwagą, nawet w środowisku, gdzie cię odrzucają, głosić Jezusa? Być znakiem sprzeciwu w momencie kiedy widzisz, że ktoś wybiera drogę zła? Potrafisz się wtedy przyznać do Jezusa? Wskazać na Niego jako na drogę ewakuacji? Określić jasno w Kogo wierzysz? Powiedzieć, że jest jedynym Twoim Panem? W końcu być źródłem, z którego mogą wszyscy czerpać? Źródłem, które doprowadzi do jedynego Źródła Wody Żywej? Nie zasłaniaj się "delikatnością", kiedy widzisz, że ktoś robi źle - bo tak nie wypada, bo może za ostro powiem o rzeczywistości grzechu... Spokojnie, nie za ostro. Nie potępiasz przecież człowieka, tylko chcesz go wyrwać z paszczy lwa. Trzeba z miłością, ale jasno i konkretnie. Jeżeli z delikatnością będziemy mówić o grzechu, będziemy głaskać demona. Oswajać go. "Wiesz... no może i źle robisz... ale nie martw się. Ostatecznie bagno w którym siedzisz nie jest zbyt głębokie. Wprawdzie sięga ci do szyi, ale głowa jeszcze wystaje - nie utoniesz!" To nie jest chrześcijańska miłość. Bo taką "miłością chrześcijańską" nie można komuś pomagać wtrącić się do piekła. Jeżeli chodzi o grzech trzeba być radykalnym i zło nazywać po imieniu. Jezus nie powiedział do Samarytanki, że dobrze robi żyjąc nie z mężem. Zauważył, że powiedziała o sobie prawdę...


Ciekawa jest reakcja uczniów Jezusa. Kiedy wrócili z miasta z jedzeniem, byli zgorszeni tym, że Jezus, sam, przy studni, rozmawia z kobietą...


Studnia to miejsce niezwykłych miłości, które zadziały się w Izraelu: Rebeki, Jakuba, Mojżesza... Jezus wiedział, że ona właśnie tam przyjdzie, dlatego odesłał uczniów, chciał być sam. Z miłością czekał na nią.


Z miłością czeka na ciebie. Tylko ty i On.

Przyjdziesz?

Zaczerpniesz ze Źródła?

Pozwolisz, by Jezus uczynił cię źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu?

Pójdziesz, aby Go głosić, tym, którzy Go nie znają?


Wiesz kiedy przestaniesz się bać głosić Jezusa swoim życiem? Wtedy, kiedy uczynisz Go najważniejszym. Wtedy już nic nie będzie istotne. Tylko On. Wtedy przestanie ci zależeć na opinii innych ludzi, przestaniesz się tym przejmować. Będziesz szedł i głosił... po prostu. Łatwo pewnie nie będzie. Samarytance też nie było. Poszła do ludzi, którzy mieli ją na językach non-stop. Wytykali ja palcami. A ona poszła. I opowiedziała im o Jezusie. I przyprowadziła ich do Niego.


Życzę Ci tego Drogi, z całego serca.


Agnieszka Frydrych