2.jpg

Kim jesteś? Kogo szukasz?

sobota, 04 stycznia

Słowo Boże, które przeczytałam 2 stycznia J (1,19-28) nie dawało mi cały dzień spokoju:) Do Jana Chrzciciela przyszli kapłani i lewici z zapytaniem: "Kto ty jesteś?" On odpowiedział: "Ja nie jestem Mesjaszem". Więc pytali go dalej: "Czy jesteś Eliaszem?" Zaprzeczył. "Prorokiem?" Powiedział: "Nie!" Zdziwieni, a może bardziej zniecierpliwieni zapytali: "Więc kim jesteś (...) co mówisz sam o sobie?" I wtedy otrzymali odpowiedź od Jana, w końcu powiedział kim jest.

Siedziałam tak przed Panem i ciągle myśli moje krążyły wokół pytań zadawanych Janowi: "Kim jesteś?" Myślę sobie: no dobra... o co w tym wszystkim chodzi? Czemu ciągle, mimo całego tekstu, z uporem wracam tylko do pytania o tożsamość Jana??? Przecież odpowiedział kim jest. I lampka się zapaliła, a światło rozproszyło ciemności:) Powiedziałam: dobra Panie, wiem o co Ci chodzi:) Więc zadałam sobie pytanie:... kim ja jestem?


Kim ja jestem?

Drogi Przyjacielu, czy jesteś w stanie odpowiedzieć na pytanie: kim jesteś? Spróbuj teraz dać odpowiedź...


...

Ja z tym pytaniem chodziłam CAŁY czwartkowy dzień i wyobraź sobie, że nie umiałam odpowiedzieć na nie!... O matko! Nie wiem, kim jestem??? Byłam w lekkim szoku... ale niestety NIC mi do głowy nie przychodziło... byłam jak... pusty dzban. Zasnęłam z tym pytaniem w głowie...


Następnego dnia rano przed Eucharystią - w obecności Pana, otwieram Jego Słowo (piątek 3.01) i czytam: "Popatrzcie jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani DZIEĆMI BOŻYMI i rzeczywiście nimi jesteśmy" (!):) 1 J (2,29-3.6) No, proszę:) - i mam już odpowiedź! Kim jestem? Dzieckiem Bożym! Powiesz może: eeeee, to nic nowego nie odkryłaś! Ja już dawno wiem, że jestem Jego dzieckiem! Naprawdę cieszę się twoją świadomością, Drogi Przyjacielu:), ale to odkrycie, napełniło mnie osobiście wielką radością! JESTEM BOŻYM DZIECKIEM! Pan dał mi odpowiedź w swoim Słowie - jak ZAWSZE zresztą.


I nawet chciałam na siłę zastanawiać się: czy to Boże dziecko we mnie jest dobre, czy może trochę krnąbrne, a może całkiem nieposłuszne? Ale niestety nie mogłam się nad tym zatrzymać, bo miałam w sobie tyle radości z powodu odkrycia prawdy, że jestem dzieckiem Pana Boga, że tylko o tym byłam w stanie myśleć i cieszyć się tym:) Reszta była nieistotna!


Ale to jeszcze nie koniec! Dzisiaj rano przychodzę na Adorację mojego Pana, otwieram Jego Słowo i czytam: "Kto grzeszy jest dzieckiem diabła... (...) każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boga; taki nie może grzeszyć, bo narodził się z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła". 1 J (3,7-10)


Hmmm...


Pod wpływem tych słów zrodziło się w moim sercu wołanie, które natychmiast wypowiedziałam: "Panie, nie chcę (!) być dzieckiem diabła, chcę być Twoim dzieckiem!!!" I usłyszałam w duszy słowa, które zabrzmiały niesamowitą słodyczą: "Jesteś, Moją umiłowaną córką"... Wyznanie było tak intymne, że długo zastanawiałam się, czy powinnam się nim z tobą podzielić... Ucieszyłam się nim do granic możliwości, ale zaraz przyszła refleksja: no tak Panie SUPER, jestem Twoją córcią - umiłowaną... ale przecież grzeszę!... W odpowiedzi nie usłyszałam Pana tak jak przed chwilą, tylko przyszły słowa, które powiedział o jawnogrzesznicy: "Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ wiele umiłowała". Łk (7,48) Pomyślałam... kocham Cię Panie... lecz CIĄGLE za mało! A Ty? ZAWSZE mi przebaczasz.


Cisza... cisza... i jeszcze raz głęboka cisza - kojący pokój zawładnął moim sercem... mogłam tylko trwać w tej ciszy i pełnej radości. Zaczęłam jeszcze bardziej rozumieć tajemnicę i szaleństwo Krzyża... mojego Pana!

Jestem przekonana Drogi Przyjacielu, że JESTEŚ UMIŁOWANYM SYNEM, UMIŁOWANĄ CÓRKĄ PANA!!! Zapytaj Go o to. Na pewno da ci odpowiedź!:)


Co zapamiętałam z dzisiejszej Ewangelii? J (1,35-42) Oczywiście pytanie, z którym Jezus zwrócił się do swoich dwóch uczniów: "Czego szukacie?"


Czego szukasz? To pytanie Pana mocno zabrzmiało we mnie... no i znowu szukałam odpowiedzi. I przyszła natychmiast: SZUKAM CIEBIE PANIE! NIEUSTANNIE! Może pomyślisz Drogi: to takie banalne... Niedawno ktoś mnie zapytał: o czym marzysz? Bez wahania odpowiedziałam: chcę być w niebie! Zauważyłam na twarzy konsternację... Tak, jedynym moim pragnieniem jest być... blisko Jezusa. I na pytanie Jego: Kogo szukasz? Natychmiast w duszy pomodliłam się słowami Psalmu 42: Dusza moja pragnie Ciebie - Boga żywego, jak spragniona ziemia wody... moje ciało tęskni za Tobą... kiedy przyjdziesz i ujrzę oblicze Twoje?


Drogi Przyjacielu, kim jesteś i czego szukasz?

Czy już wiesz?


Agnieszka Frydrych