25.jpg

środa, 14 maja

O przebaczeniu - świadectwo z rekolekcji


W ostatnich dniach było mi dane uczestniczyć wraz z moim mężem w rekolekcjach, które prowadził Jezus posługując się osobą ojca Jamesa Manjackala MSFS. Był to dla mnie trudny czas, nawet bardzo... ale jestem Bogu wdzięczna, gdyż w trudzie i cierpieniu zawsze rodzi się coś wielkiego i dobrego. Chciałabym podzielić się z Tobą Drogi Przyjacielu - jeżeli pozwolisz - tym co mam w sercu... kilka myśli, przemyśleń, doświadczeń, w końcu i błogosławionych owoców tych rekolekcji.


Najbardziej podczas tych rekolekcji dotknął mnie temat: przebaczenie i pojednanie...


Może słyszałeś o tym, że o. James jeździ na wózku inwalidzkim, jest częściowo sparaliżowany, ale był czas, że paraliż był całkowity. Lekarze wówczas wprowadzili ojca w stan śpiączki farmakologicznej, w którym przebywał ponad 13 dni. Podczas śpiączki dwa lub trzy razy był bliski śmierci. Wydarzyło się wówczas coś niezwykłego... wszystko opisał w swojej książce: "Widziałem wieczność".


Spróbuję przedstawić tylko jeden wątek, dotyczący właśnie przebaczenia, gdyż świadectwo ojca BARDZO mnie poruszyło. Kiedy znalazł się w obecności Boga usłyszał głos: "James, jesteś mordercą." Zdziwił się bardzo i powiedział: Panie, nigdy nikogo nie zabiłem, nie dokonałem aborcji ani nigdy do aborcji nie namawiałem. Wszystkich, którym kiedyś zawiniłem, przeprosiłem, z wszystkimi się pojednałem i żyję z nimi w zgodzie. (Jak z pewnością wiesz Drogi Przyjacielu, tego kto chowa urazy do brata swego i go nienawidzi, nie ma w jego sercu przebaczenia, Pismo Święte nazywa zabójcą). Na to usłyszał odpowiedź: Tak James, ale NIE KOCHASZ tych, którzy zawinili przeciw tobie i z którymi się pojednałeś, tak JAK INNYCH, którzy nigdy ci nic nie zrobili złego. James, jesteś mordercą.


Nie wyobrażasz sobie Drogi Przyjacielu jak wewnętrznie zamarłam słysząc te słowa....


Uważałam do tej pory, że wystarczy przeprosić, poprosić o wybaczenie, pojednać się lub wybaczyć osobie, która mnie zraniła. I po sprawie... Ale czy nie jest przypadkiem tak, że nawet jeżeli wybaczam i nawet modlę się za tę osobę, to jednak jej unikam: niech sobie żyje z Bogiem, życzę jej jak najlepiej, ale za bardzo nie chcę mieć już z nią do czynienia! Zastanawiałam się co to może być? Przychodziły różne odpowiedzi: nie wybaczyłam do końca? Rana jest zbyt wielka i nie uzdrowiona? Nie w pełni oddałam to Jezusowi? A może boję się kolejnego zranienia? Może nie ufam dostatecznie? Nie potrafię zaufać?


Pomyślałam sobie, że usprawiedliwień może być setki... a ja i tak jestem mordercą... bo nie kocham tak jak powinnam. Odkrycie było tak bardzo szokujące, że kompletnie nie wiedziałam co mam dalej z tym zrobić. No to Panie Jezu, teraz to totalna klapa! Proszę pokaż mi tych wszystkich, którym jestem winna miłość, a w pierwszej kolejności przebaczenie i pojednanie.


Jezus był na tyle wyrozumiały wobec mnie, że pierwszego dnia nie pokazał mi nikogo... Całe szczęście, bo świadomość, że jestem mordercą napawała mnie wielkim smutkiem i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wyobraź sobie, że dopiero wówczas zrozumiałam - bardzo dogłębnie!- co Jezus miał na myśli mówiąc: "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują". Dopiero teraz! rozumiem najważniejsze przykazanie! Przyszła teraz taka refleksja: lepiej późno niż wcale....


Miłować tak jak Jezus... On umierając na krzyżu w potwornych męczarniach, był w stanie modlić się za mnie: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią". Każdy mój grzech wyrył się na Jego Ciele, a On z miłością modlił się za mnie.... Tak na marginesie, ojciec widział Jezusa ukrzyżowanego... stwierdził, że "Pasja" M. Gibsona w bardzo małym stopniu oddaje prawdę o cierpieniu Jezusa... masz pojęcie?


Dzisiaj w Ewangelii J 15,9-17Jezus mówi: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich". On za mnie oddał życie, to ja go ukrzyżowałam i byłam powodem wszystkich Jego najstraszliwszych mąk. To mój grzech... najmniejszy i ten wielki... A On? Kocha mnie w dalszym ciągu, nie żywi do mnie uprzedzeń, ufa mi tak jakby nic się nie stało... mam czystą kartę przed Nim... Nie potrafi oddać pismo uczuć, które teraz gromadzą się w moim sercu...


Mam tak samo jak On kochać, tych, którzy mnie skrzywdzili... wybaczyć, z największą miłością ucałować, na nowo zaufać, nie czuć żadnej urazy.... SZOK!


Zapytasz: jest to w ogóle możliwe? Tak, jest to możliwe, ale tylko i wyłącznie wówczas kiedy zostanę dotknięta i uzdrowiona przez Jezusa. W innym przypadku nie ma najmniejszych szans. Sama z siebie nie jestem w stanie... NIC, nawet nie umiem wykrztusić słowa: "przepraszam", czy zdobyć się na przebaczenie. Tylko łaska Boża jest w stanie to we mnie zmienić.


Pierwszy dzień rekolekcji minął w niemałym trudzie. Drugiego dnia, Pan zaczął do mnie przyprowadzać osoby, z którymi kiedyś miałam jakąś chwilę, w której nerwy mnie poniosły i w żalu, a pewnie i złości, mówiłam o tych osobach. Z pewnością się domyślisz, że nie była to mowa budująca. Oczywiście później pojednałam się z nimi w duchu, przebaczyłam - w moim mniemaniu na ile mogłam, a teraz żyję w większości z tymi osobami w bardzo dobrych relacjach. Niektórych unikałam, do niektórych jeszcze czułam leciutki żal, niektórych nie chciałam spotkać.... Ale przecież im "wybaczyłam"(!).


Pan był bardzo delikatny, a jednocześnie bardzo stanowczy. Drugiego dnia pokazał mi małżeństwo, z którym kazał mi się pojednać, a które było na rekolekcjach. Byłam bardzo zdziwiona tym obrazem, gdyż zawsze ilekroć widziałam tych ludzi, naprawdę serce mi się radowało i nie czułam żadnych barier. Ale dawno temu, była taka sytuacja, która odsunęła nas daleko od siebie i nigdy nie padło słowo: "przepraszam". Kiedy podzieliłam się tym z moim mężem, Jacek powiedział tylko tyle: też o nich pomyślałem.... Chociaż wiedziałam, że muszę do nich podejść było mi bardzo trudno. Nie spotkałam ich tego dnia, natomiast udało mi się pojednać z dwiema innymi osobami, które były na rekolekcjach.


Trzeciego dnia Pan pokazał mi wiele innych osób, co do których moja miłość nie jest pełna i na pewno potrzeba przestrzeni przebaczenia. Było to sporo osób, zaczęłam tego nie ogarniać... był w sercu jeden wielki znak zapytania: jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?... Pan ze spokojem przyglądał mi się. Zalewał mnie morzem błogosławieństw i łask, dlatego byłam w stanie zrobić to , o czym napiszę poniżej.


Ciągle myślałam o tym małżeństwie... I nagle zobaczyłam ich. Szli uśmiechnięci. Rzuciliśmy się im na szyję. To oni pierwsi powiedzieli :"przepraszam". Łzy zalały moje oczy, płakałam jak dziecko i nie potrafiłam nic powiedzieć. Wzruszenie ogarnęło moje serce, a jednocześnie głęboki pokój spływał na mnie. Była to długa chwila wylania miłości na nas przez Pana. Powiedziałam: myślałam wczoraj o Was, a oni odpowiedzieli: a my o was - dzisiaj! To było bardzo niezwykłe wydarzenie.


Byłam już pojednana z kilkoma osobami, ale pojawiło się pytanie: co z tymi, których nie ma na rekolekcjach i są daleko od Warszawy? Przecież jest jeszcze telefon! Drogi Przyjacielu, przez dwie przerwy wisiałam na telefonie, dzwoniąc do osób, które pokazał mi Pan. Nie wyobrażasz sobie ile życzliwości doświadczyłam od tych osób! Jeżeli je spotkam - mam takie pragnienie, aby ich mocno uściskać.


Wielkie rzeczy mi Pan uczynił! Nie miałam świadomości swojego zniewolenia. Tylko ten, kto z serca przebaczy jest rzeczywiście wolny!!!


Wróciłam do domu... Pan jeszcze teraz pokazuje mi niektóre osoby, z którymi powinnam się pojednać. Po rekolekcjach doświadczyłam czegoś niezwykłego! Podczas porannej Eucharystii - w poniedziałek - Pan wypełnił moje serce wielką miłością DO WSZYSTKICH LUDZI! Żadnych barier, braku zaufania, całkowita wolność! Od samego rana działy się cuda w moim życiu. Od rana byłam w szkole. Przeprowadziłam we wszystkich klasach, w których miałam zajęcia, katechezę na temat przebaczenia: Chrześcijanin powinien przebaczać ZAWSZE! Nie wyobrażasz sobie Drogi, ile w tych dzieciakach jest nieprzebaczenia... Duch Święty prowadził mnie przez Pismo Święte, przyszło wiele cytatów z Biblii. Wiele osób na moich oczach się pojednało - to było piękne. Ale były też osoby, a szczególnie jedna, która wypowiedziała głośno: nigdy nie przebaczę! Rozmawiałam później z tą osobą i wierzę mocno w to, że Pan przyjdzie do niej ze swoją łaską i uzdolni ją do przebaczenia. Uzdrowi ją. Był to bardzo dobry czas. Pan pozwolił mi się pojednać z moimi uczniami. Różne są sytuacje: złe słowo, brak akceptacji, zdenerwowanie, itd... Był to czas wyzwalający dla nas wszystkich.


Chcę się z Tobą podzielić jeszcze jedną zaskakującą dla mnie sytuacją. Mam dziewczynę, która wypisała się na początku roku z katechezy. Przestała mówić mi "dzień dobry", mijała na korytarzu odwracając głowę. Zaczęłam w duchu złościć się na nią, a nawet źle myśleć i dzielić się tymi myślami z kilkoma osobami. A ponieważ zostałam uzdrowiona i dotknięta przez Pana - wypełniona miłością do wszystkich ludzi - stojąc w poniedziałek na dyżurze, zobaczyłam ją jak idzie z daleka. Zaczęłam ją w myślach błogosławić, a moje serce wypełniło się wielką życzliwością do niej. Kiedy przechodziła obok, z wielką serdecznością uśmiechnęła się do mnie i po raz pierwszy od wielu miesięcy powiedziała do mnie: "dzień dobry", była bardzo radosna. Dla mnie to był konkretny znak! Nigdy nie można o nikim myśleć źle! Trzeba przebaczać i błogosławić, no i nade wszystko KOCHAĆ!


To nie wszystko. Kiedy wróciłam do domu, zadzwoniła do mnie osoba, z którą byłam w pewnym sensie skłócona. W sercu jej przebaczyłam i nawet modliłam się za nią, ale utrzymywałam dystans i nie chciałam za bardzo mieć z nią do czynienia. Dzwoniłam do niej podczas rekolekcji, aby się z nią pojednać, ale nie odebrała telefonu. Zadzwoniła w poniedziałek. Jak się pewnie spodziewasz - ponieważ Bóg wypełnił mnie miłością po brzegi - pojednałam się z nią i ukochałam bardzo!


Takie to cuda i znaki Bóg czyni w moim życiu przez ostatni tydzień! Rekolekcje były dla mnie mega trudne! Ale jakie owoce! Sama z siebie NIC nie potrafię. Potrafię być tylko mordercą... Ojciec James powiedział, że jeżeli Duch Święty do kogoś przychodzi, to przekonuje go o grzechu. Do mnie Duch Święty z pewnością przyszedł!:) Chwała Panu!


Nie lękaj się wpaść w objęcia Boga! Może być trudno, ale nie bój się. Dobre owoce rodzą się w trudach! No i najważniejsze - nie jesteś sam! Ktoś o wiele potężniejszy stoi za tobą! Zawsze cię podtrzyma, uzdolni. Poddaj Mu się bez wahania. Zaufaj, nawet jeżeli cały świat zawali ci się na głowę! Nigdy nie rezygnuj z walki. Wiem, że jest to walka nie równa, ale jest Ktoś! Jezus oddał życie (mówi o tym w dzisiejszej Ewangelii) za wszystkie twoje grzechy i za wszystkie ich konsekwencje. Odkryjesz grzech - wyznaj Mu go w naprawdę dobrej spowiedzi - nie zwlekaj. Podtrzyma cię i nie pozwoli, by potknęła się twa noga.


Jestem największą z grzeszników... Mój Pan, Odkupiciel wybawia mnie i wyzwala ze śmierci duchowej jaką jest każdy grzech.

Panie Ty wiesz, że bez Ciebie nie mogę NIC... a w Tobie i w Twojej mocy, dzięki Tobie - mogę WSZYSTKO! Chwała Tobie Panie!


Agnieszka Frydrych