30.jpg

wtorek, 17 czerwca

Miłość nieprzyjaciół


Wyobraź sobie - idziesz do nieba. A tam, na spotkanie wychodzi człowiek, którego w życiu nie podejrzewałbyś o spotkanie w tym właśnie miejscu. Bo nigdy go nie lubiłeś, nie tolerowałeś, a nawet cię nieźle wkurzał! Nie życzyłeś sobie spotkania z nim nawet tam - w Domu Ojca. A tu taka niespodzianka! Pan Bóg jest pełen niespodzianek :-) Lubi zaskakiwać. Powiedziałbyś - jest nieprzewidywalny. Czyżby? A co powiedział w swojej Ewangelii? "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie" Mt 6,44-45a.


Rozważając dzisiaj Słowo Pana, bardzo dotknęło mnie ostatnie zdanie: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" Mt 6,48 Powiedziałam do Pana: "Zaraz. Czemu każesz mi osiągnąć niemożliwe? Mówisz, abym była doskonała jak Ojciec. Nie mówisz: dążcie do doskonałości, tylko bądźcie doskonali! Ups! Poprzeczka niezła. Czy będę w stanie osiągnąć doskonałość Boga?" Siedziałam przed Panem z wielkim znakiem zapytania w sercu… Przecież znam swoją słabość, grzechy, niedoskonałości. Tu brakuje, tam niedostaje… tu babol, tam potknięcie… Czy to możliwe o czym do mnie mówisz??...


Odpowiedź przyszła jak lekki powiew wiatru: "Umiłowałem cię miłością odwieczną, umiłowałem cię aż po krzyż". Pomyślałam: Jezus ukochał mnie i oddał za mnie życie, gdy byłam Jego nieprzyjacielem… pogrążona w grzechach, cięgle raniąca siebie i innych… Ukochał bez warunków, bez granic, bez pytań, bez jakiegokolwiek wahania. Wydobył z dna przepaści, zapalił światło w mojej ciemności… wtedy kiedy byłam Jego nieprzyjacielem. Ukochał mnie z moimi kryzysami wiary, wielokrotnym zaparciem się Go, ze wszystkimi moimi zdradami… Nie wahał się wybrać krzyża. Nigdy nie zapomniał do czego mnie powołał… do udziału w niezwykłej doskonałości Boga samego!


Mam za mały umysł, aby to pojąć... nawet nie próbuję zrozumieć... bo nie potrafię - do czego powołuje mnie Bóg... mnie i ciebie...


Nieprzyjaciel może być błogosławieństwem. A wiesz dlaczego? Bo to właśnie on może doprowadzić cię do owej doskonałości, o której mówi dzisiaj Jezus. Jeżeli przyjmiesz w swoim sercu i zapragniesz realizować najważniejsze z przykazań - przykazanie miłości, Jezus uzdolni cię do miłowania nieprzyjaciół.


Miłość nieprzyjaciół jest chyba jednym z najtrudniejszych zadań, do których powołuje Bóg. Chcę podzielić się z tobą, Drogi pewną refleksją, a później i postanowieniem, które pojawiło się w moim sercu. Miałam duży problem z tym przykazaniem. Tak naprawdę to w ogóle go nie rozumiałam, dopóki nie nadszedł błogosławiony czas rekolekcji. Trochę o tym już pisałam w świadectwie: "O przebaczeniu". Wydawało mi się, że kocham tych, którzy mnie krzywdzą. Wydawało mi się - to dobre słowo. Żyłam po prostu w kłamstwie. Oszukiwałam siebie, że… kocham. Pan wywrócił moje życie pod tym względem (pod każdym innym zresztą też:-)) totalnie do góry nogami. Zaczęłam weryfikować - w kontekście przykazania miłości - moje relacje z innymi. Typowych nieprzyjaciół nie znalazłam, za to całe mnóstwo tych, co do których mam jakieś "ale". Zobaczyłam wiele zranień mniejszych, czy większych, moje wycofanie się z relacji, złe myślenie, unikanie. Może nawet modliłam się za tych którzy mnie krzywdzili w jakiś sposób, ale zawsze była jakaś zadra, jakaś rysa… jakieś "coś" co przeszkadza kochać bez granic! Dzisiaj podczas Namiotu Spotkania Jezus pokazał mi to jeszcze bardziej, wtedy kiedy uświadomiłam sobie Jego miłość do mnie - grzesznika! Zawsze wiedziałam, że Bóg mnie kocha… ale dzisiaj ujrzałam to stokroć jaśniej: Jezus oddał za mnie życie, wtedy kiedy byłam Jego nieprzyjacielem… i to jest właśnie szczyt miłości.


Dzisiaj pozwolił mi zrozumieć bardziej co znaczy kochać… A miłość nieprzyjaciół jest prostą drogą do doskonałości, o której mówi Pan. Niech będzie uwielbiony!


"Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził." Mt 6,43 W Starym Testamencie nie ma mowy o tym, aby nienawidzić swoich nieprzyjaciół. Przypisy do tekstu mówią, że nienawiść nieprzyjaciół była nakazem Wspólnoty z Qumran. Podobnie rabini tłumaczyli nakazy dotyczące niektórych sąsiadów (Lb 25,17n; Pwt 7,2-5; 15,3; 20,13-18; 25,19) Przeczytaj Drogi Przyjacielu tekst z Księgi Kapłańskiej 19,11-18: Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego (...) Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał(…) Nie będziesz złorzeczył(...) Nie będziecie wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczy(...) Nie będziesz szerzył oszczerstw(…) nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata(...) nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy(...).


To jest żywe Słowo Pana! To jest Jego przykazanie miłości bliźniego! Pan Bóg nikogo nie każe nienawidzić! Wręcz przeciwnie - każe kochać! Bóg nikogo nie potępia. Dlaczego zatem my rościmy sobie do tego prawo? Wracam do początku rozważania. Idziesz do nieba, a tu niespodzianka - wita cię z radością ten, którego niezbyt tolerowałeś - delikatnie mówiąc. On jest dowodem na to, że Bóg kocha jednakowo. Bóg jego kocha tak samo jak ciebie. Nie robi różnicy między wami: "On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" Mt 6,45b


Skoro tak, to dlaczego są podziały między nami? Rywalizacja, brak przebaczenia?


Na koniec Drogi, chciałabym opowiedzieć ci o pewnym niezwykłym wydarzeniu, które Pan rozpoczął jakiś czas temu, a finał miał miejsce w ubiegły piątek. Kilka miesięcy temu zadzwoniła do mnie bardzo bliska mi osoba (łączą nas więzy krwi). Jakiś czas temu zerwała całkowicie kontakty ze mną. Wcześniejsze relacje i tak były nie najlepsze, ponieważ skłócona była z połową rodziny. Wyrzekła się swojej matki... A ponieważ matka (też bardzo bliska mi osoba) stała nad grobem, postanowiliśmy zawieść ją do córki. Nie był to nasz pomysł. Któregoś razu na dialogu małżeńskim omawialiśmy w obecności Pana nasze relacje rodzinne, które były bardzo pogmatwane. My sami staliśmy tak jakby z boku, ponieważ wszystko rozgrywało się między członkami rodziny. Byliśmy tylko niemymi świadkami. Bardzo nas to wszystko bolało i nie wiedzieliśmy jak pomóc, jak rozwiązać te narastające konflikty... Dlatego postanowiliśmy temat poruszyć na dialogu małżeńskim. Na dialogu Pan ZAWSZE przychodzi z rozwiązaniem nawet najtrudniejszych spraw! I tym razem tak było. Pan przyszedł z konkretną wskazówką.


Oboje - i ja i Jacek otrzymaliśmy - podczas dialogu - wewnętrzny nakaz, aby zawieść matkę do córki, która się jej wyrzekła. Nawet nie wiesz Drogi jakie to było trudne... Po zakończeniu dialogu mieliśmy różne pokusy, aby nie zrealizować postanowienia podjętego na dialogu, gdyż za natchnieniem Pana, poszło nasze postanowienie, że tak właśnie zrobimy. Dobra, postanowienie to postanowienie! Nie ma, że boli! Zawieźliśmy matkę, chociaż jej decyzja nie należała do najłatwiejszych - na początku nie chciała jechać. Jacek użył bardzo mocnego argumentu: co będzie jeżeli staniesz przed Panem z brakiem przebaczenia swojej córce? Po krótkim namyśle od razu się zgodziła. Pojechaliśmy… Spotkanie było bardzo trudne, aczkolwiek jak wyjeżdżaliśmy usłyszałam zdanie wypowiedziane we łzach: "dziękuję, że przywieźliście tutaj moją mamę… spadł ze mnie wielki ciężar". Od tego czasu minęło parę miesięcy. Umarła matka… Pan sprawił, że przed swoją śmiercią mogła spojrzeć swojej córce w oczy. Jednak inne nierozwiązane sprawy, a szczególnie skłócenie z siostrami zebrało potężne żniwo. W jakiś sposób relacje te zaważyły i na naszej więzi z nią, gdyż w efekcie osoba ta, przestała ode mnie odbierać telefon… Skoro ona przestała odbierać, ja przestałam dzwonić, nie widziałam wyjścia z sytuacji… ale Pan je widział! Modliliśmy się z Jackiem o uzdrowienie relacji rodzinnych i prosiliśmy o cud, gdyż po ludzku było to po prostu nie do rozwiązania. I stał się cud...


Zadzwoniła do mnie na jesieni… Usłyszałam w słuchawce: "Agnieszka, Pan Bóg całkowicie zmienił moje życie! Spotkałam Go i teraz jestem zupełnie innym człowiekiem. Przepraszam..." Z wielkim wzruszeniem słuchałam jej słów, a po rozmowie długo nie mogłam wrócić do siebie. Jaki Pan Bóg jest cudowny! Jak wielki i godzien chwały! Potrafi uzdrawiać i dotykać serca zranione nienawiścią.


Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Od czasu naszej rozmowy minęło kilka miesięcy. Zaprosiłam ją do nas, była wdzięczna, ale stwierdziła, że potrzebuje czasu (proces uzdrowienia jest czasami długi). Nie mieszka w Łomży, więc musiałaby pokonać drogę, aby przyjechać. Dla Pana jednak nie ma odległości nie do pokonania. W piątkowy wieczór siedzieliśmy w naszym kościele parafialnym uwielbiając Pana za owoce ewangelizacji miasta Łomży. Jacek zwrócił moją uwagę na osobę stojącą przede mną w ławce. Miała ręce wzniesione wysoko i śpiewała z wielką radością na cześć Pana. Wyobraź sobie Drogi jakie było moje zdziwienie, a jednocześnie ogromna radość - to była ona! Wpadłyśmy sobie w objęcia i długo się sobą radowałyśmy! Dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych! On kruszy mury, a skamieniałe serca zamienia na serca żywe.


Wybacz, że opowieść była zbyt długa. Chcę przez nią zaświadczyć o tym, że Pan żyje! I potrafi doprowadzić wszystko do szczęśliwego zakończenia, a może bardziej do nowego początku?


Miłość tych, którzy nas ranią, być może nienawidzą, od nas odchodzą, jest jedyną drogą do akceptacji, uzdrowienia wewnętrznego i postawienia wszystkiego we właściwym miejscu. A Pan jest tego wszystkiego sprawcą! Niech będzie uwielbiony!


Agnieszka Frydrych



Rozważanie w oparciu o tekst: (Mt 5,43-48)


Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.