33.jpg

poniedziałek, 23 czerwca

Niesprawiedliwy sędzia


"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Mt 7,1 Czyż nie jest tak, że jesteśmy sędziami niemalże na każdym kroku? Za każdym razem kiedy pojawia się w głowie ocena kogokolwiek: współmałżonka, dziecka, rodziców, sąsiada, mniej lub bardziej lubianego szefa, współpracowników, kapłanów, rządzących… (lista może być jeszcze bardzo długa)…siadam na trybunale sędziego… zakładam łańcuch i togę… i mam prawo do wydawania wyroków - bardziej lub mniej sprawiedliwych. Częściej niestety tych drugich, gdyż tylko Pan zna intencje i pobudki ludzkiego serca. Jezus wyraźnie powiedział: "Nie sądźcie". A jeżeli już sądzicie to "takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą". Ups! I tu już gorzej. Bo łatwo kogoś skazać, ale siebie samego to już tak nie za bardzo.


Z pewnością spotkamy się ze sprawiedliwością Boga i z pewnością sąd nasz jest nieunikniony. Nie grzeszymy w próżnię, a nasze zło nie pozostaje bez echa. Zdamy sprawę z każdej myśli, z każdej niesprawiedliwości, z każdego wypowiedzianego słowa. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości: "taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą". A w innym miejscu Jezus mówi: "miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie". Łk 6,38 Więc jeżeli przez całe życie zbieraliśmy do swoich trzosów złe opinie o innych, wydawaliśmy niesprawiedliwe wyroki, sugerowaliśmy nieprawdę, rzucaliśmy złe światło na naszych bliźnich… otrzymamy odpłatę… aż strach pomyśleć. Wróci do nas to co posialiśmy.


Do każdego z nas Jezus zwraca się z pytaniem: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?". Czyż nie jest tak, że bardzo łatwo, sądząc tylko po pozorach, jesteśmy w stanie ocenić naszego brata? Krytykować? Nawet w "imię miłości"? Sami oczywiście wybielając siebie i usprawiedliwiając? Jezus dzisiaj - myślę, że do każdego z nas zwraca się, po imieniu, którego nie chcemy przyjąć za własne: "Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata". Bo któż z nas tak naprawdę przed Panem jest całkowicie czysty i nie ma sobie nic a nic do zarzucenia?


Czy jesteśmy w stanie sami cokolwiek zmienić? Możemy się starać, możemy próbować. Skoro Jezus mówi, abyśmy wyrzucili belkę, która tkwi w polu naszego postrzegania drugiego człowieka, tzn, że mamy to zrobić. Ale tylko Bóg tak naprawdę jest w stanie usunąć z naszych oczu drzazgi, a nawet belki… po to byśmy mogli widzieć tylko dobro. Byśmy mogli patrzeć na drugiego człowieka bez cienia podejrzeń. Kochać miłością doskonałą - bez szemrania i niesprawiedliwych ocen.


Agnieszka Frydrych



Rozważanie w oparciu o tekst: (Mt 7,1-5)


Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.