34.jpg

piątek, 18 lipca 2014

Ogólnopolska "trójka" - świadectwo


Na rekolekcje III stopnia oczekiwaliśmy z wielką tęsknotą. Oczekiwania były proste. Po pierwsze: wreszcie odpoczniemy blisko Matki, gdyż rekolekcje odbywały się w Częstochowie. Po drugie: chyba przeniesiemy się z łóżkiem do kaplicy, gdyż pragnęliśmy bardzo Adoracji Najświętszego Sakramentu. Po trzecie: spędzimy ze sobą duuuużo czasu: tylko mój mąż i ja, gdyż po raz pierwszy w życiu udało się nam wyjechać na rekolekcje bez dzieci. Nasze dziewczyny przeżywały dokładnie w tym samym czasie swoje rekolekcje, byliśmy z tego powodu przeszczęśliwi! Założenia też były proste: ponieważ ostatnio Pan powoływał nas do tego, aby rekolekcje współprowadzić z kapłanem (dawno nie przeżywaliśmy uczestnicząc z drugiej strony) więc teraz jedziemy na rekolekcje jako szarzy uczestnicy, usiądziemy sobie w kąciku, po cichutku, posłuchamy, pomodlimy się, nie będziemy się odzywać więcej niż to konieczne, będziemy uczestniczyć w życiu wspólnoty... jakże inne plany od naszych miał Pan Bóg! . Żeby było jasne: zazwyczaj ma inne plany - lepsze, najlepsze! co nie znaczy, że dla nas łatwiejsze.


Nad ogólnopolską trójką czuwa Krościenko, więc jak dostaliśmy list z Centrali, a w nim: punkt 5 , który miał następujące brzmienie: „NIE ZAPOMNIJ ZOSTAWIĆ W DOMU MP3, MP4, LAPTOP, TABLET, PLAYERY i inne. PROSIMY O POWAŻNE POTRAKTOWANIE TEJ PROŚBY. Jeśli posiadasz nawyk (a może uzależnienie) ciągłego sprawdzania swojej komórki, to zalecamy już teraz uwalniać się od niej. Poproś Twoich bliskich i znajomych, by pomogli Ci dobrze uczestniczyć w rekolekcjach i nie oczekiwali na sms-y i rozmowy”. Pomyśleliśmy.... strzał w dziesiątkę! Właśnie o takie rekolekcje nam chodziło! Tylko był jeden mały szczegół.... Pamiętasz Drogi Przyjacielu świadectwo: diaboliczne SIMS-Y? Niestety długo „leczyliśmy” nasz laptop z tego szajsu, a tuż przed rekolekcjami w niewyjaśnionych okolicznościach zupełnie padło nam gniazdo, od ładowarki. Psuło się od feralnego włączenia simsów, a teraz padło zupełnie. Nasi przyjaciele poprosili nas o przesłanie materiałów na rekolekcje, które za chwilę mieli prowadzić, a tu masz! Zero dostępu do komputera! Co zrobić? Nie zdążymy naprawić, bo jutro rano wyjeżdżamy na rekolekcje. Chcąc nie chcąc musimy zabrać laptop - mimo, że była wyraźna wskazówka ku temu, aby laptop zostawić w domu. Panie Jezu! Ty tu rządzisz! Musimy wziąć, gdyż musimy przesłać im te materiały! Siła wyższa... Zapadła decyzja: bierzemy komputer i naprawiamy go w Częstochowie, następnie przesyłamy materiały na rekolekcje, a komputer rzucamy w kąt! Jakże inne były plany Pana w tym względzie! Ale o tym może za chwilę.


Dojechaliśmy na rekolekcje w sobotę po południu. Przywitała nas gromadka młodzieży, można by powiedzieć: naszych dzieci, gdyż wielu z nich było w wieku naszej najstarszej córki. Byliśmy trochę zaskoczeni, gdyż oprócz nas było jeszcze tylko dwa małżeństwa. Reszta to młodzi: licealiści, studenci, młodzież pracująca. Byliśmy bardzo ciekawi jak to będzie, gdyż nigdy wcześniej nie przeżywaliśmy rekolekcji z młodzieżą. Są przecież trójki, gdzie są same rodziny. Nie wyobrażasz sobie Drogi Przyjacielu ile dobra wnieśli Ci młodzi ludzie w nasze życie, jakim byli dla nas świadectwem, jakim wzorem zakochania po uszy w Panu! Zdyscyplinowani i pełni radości! Miałam wrażenie, że czasami my zachowujemy się głośniej - na kręgach Duch Święty obdarzał nas niezwykłym darem radości, trochę głośnej radości - ale dar jest darem, więc nie ma co z nim dyskutować, trzeba się jemu po prostu poddać.


Zachwycona byłam Liturgią godzin. Piękny czas, spędzony na chwałę Pana. Każdego dnia byliśmy w drodze. Każdego dnia pielgrzymowaliśmy do różnych kościołów, gdzie sprawowaliśmy Eucharystię. Największym przeżyciem dla mnie osobiście był Oświęcim... był to dzień, w którym patronowali nam męczennicy. Uwierz Drogi... chodząc ulicami obozu doświadczyłam czegoś nieprawdopodobnego... była we mnie tak ogromna cisza... myślałam, że jej nie udźwignę. Głęboka cisza, a jednocześnie ogromne przeżycie stąpania po tych miejscach i dotykania tych miejsc, gdzie tylu ludzi oddało życie.... W zasadzie każdy dzień był jednym wielkim odkrywaniem... Boga. Boga, ale i wspólnoty. Spotkanie codziennie z żywym Kościołem również było wielkim ubogaceniem. Jacka najbardziej dotknęło świadectwo Jana Budziaszka. Poza tym każdy inny moment dnia, a więc wspólne dyżury w kuchni, na zmywaku, sprzątając ośrodek - mieliśmy fart, bo zawsze sprzątaliśmy kaplicę - bezcenne! , przygotowanie Jutrzni i Nieszporów, Eucharystii czy Namiotu Spotkania... spotkanie z drugim człowiekiem. Piękny czas! Jak do tej pory udało nam się spełnić nasze marzenia o rekolekcjach. Ale ...


...Któregoś dnia podszedł do nas ksiądz, który nas zupełnie nie znał i nic o nas nie wiedział i zapytał, czy nie powiedzielibyśmy „na żywym Kościele” świadectwa na temat czystości i budowaniu więzi. Zgodziliśmy się nie wyobrażając sobie konsekwencji. Przemknęło mi tylko przez myśl: czyżby po to, był potrzebny nam komputer? Na laptopie miałam przygotowane slajdy dokładnie na ten temat! Podzieliliśmy się więc świadectwem naszego życia, wplatając również przykłady, z którymi spotkaliśmy się jako doradcy życia rodzinnego. Od tej chwili zaczęły się rozmowy z młodymi ludźmi. Przychodzili prawie w każdej wolnej chwili... pytali... dzielili się historią swojego życia, bardzo trudnymi doświadczeniami, przykrymi... szukając wyjścia z sytuacji. Pan przyprowadził wielu młodych ludzi, którym skomplikowało się życie.


Tylko, że na tym jeszcze nie koniec. W tym samym domu (Dom Ruchu Światło-Życie w Częstochowie) odbywał się równocześnie KODA (Kurs Oazowy Dla Animatorów), w którym uczestniczyli młodzi ludzie, tylko nieco starsi od uczestników trójki. Ksiądz, który prowadził te rekolekcje zaprosił nas z prelekcją również i do tej młodzieży. Piękne doświadczenie.... I znowu rozmowy...


Myśleliśmy, że to koniec naszej służby. Myliliśmy się... kiedy kończyliśmy śniadanie nasz ks. moderator podszedł do nas i powiedział krótko: "pójdziecie dzisiaj ze mną do radia Jasna Góra". Rozumiesz Drogi... żadnego pytania w stylu: „czy chcielibyście?” „Czy pójdziecie do radia?” Nic z tych rzeczy. Po prostu: „Pójdziecie ze mną do radia”. Odpowiedzieliśmy również krótko: „dobrze”. Ks. nie mógł wiedzieć, że mamy jakieś tam doświadczenie w związku z radiem... ale wiedział Pan... i to wystarczyło.


Pan zaprosił nas również do podzielenia się świadectwem w Godzinie Odpowiedzialności na Dniu Wspólnoty. Ciekawe doświadczenie o tyle o ile zostaliśmy zaproszeni do podzielenia się świadectwem ze służby w Diakonii Życia. Nigdy w ten sposób nie dzieliliśmy się... Diakonia Życia wywodzi się z Diakonii Wyzwolenia, stąd właśnie taka forma świadectwa w Godzinie Odpowiedzialności i Misji. Doświadczenie rzeczywiście wyzwalające, poprzedzone naszym: "tak"


Chcę Ci Drogi Przyjacielu powiedzieć jedno: nasze pobożne plany przeżycia na nasze wyobrażenie rekolekcji legły w gruzach...

Nigdy nie wiemy gdzie i w jaki sposób pośle nas Pan. Ważne by być w gotowości i mówić: „Tak, chętnie” - jak to zwykł mawiać nasz ks.moderator diecezjalny


Na koniec chcę się jeszcze podzielić z Tobą naszym spotkaniem z Matką. Jasna Góra to nasz drugi dom. Tutaj czujemy się najbliżej serca naszej Mamy. A największym przeżyciem była Droga Krzyżowa na jasnogórskich wałach w ponad 30- sto stopniowym upale. Klęczeć na dosłownie rozżarzonych gorącem płytach i doświadczać poparzonych kolan to maleńki ... bardzo maleńki udział w Męce Chrystusa... chociaż tyle.


Ogólnopolska trójka.... Bardzo dobry czas. A obecność Pana jest największą nagrodą!

Nigdy nie wiesz gdzie cię pośle, ważne być gotowym. On zrobi resztę.

Bogu niech będą dzięki za WSZYSTKIE rekolekcje!


Agnieszka i Jacek Frydrych