41.jpg

niedziela, 07 września

"Miłość nie wyrządza zła bliźniemu" Rz 13,9


Drogi Przyjacielu, co zazwyczaj robisz, kiedy widzisz, że ktoś obok ciebie nie postępuje dobrze? Oburzasz się wtedy? Złościsz? Wkurza cię cała ta sytuacja? A jak jeszcze dotyczy to bezpośrednio ciebie, to już w ogóle. Mówisz wtedy innym o swoich uczuciach? Doznanej krzywdzie? Opowiadasz ze szczegółami? Angażujesz wtedy emocje? Ważne jest, żeby sobie odpowiedzieć na powyższe pytania. Dlaczego? Z prostej przyczyny: żeby zobaczyć, czy rzeczywiście podążam drogą wskazaną przez Chrystusa?


Słuchając dzisiaj Słowa Pana warto się zastanowić: upominam brata mego kiedy zgrzeszył, po to, aby przyprowadzić go do Boga? Czy też raczej obmawiam - opowiadam wszystkim nie zainteresowanym o upadku brata mego (usprawiedliwiając się, że przecież szukam dobrego rozwiązania i dobrej rady), pomijając osobę, do której posyła mnie Pan, aby powiedzieć jej, w duchu miłości i prawdy, że nie postępuje dobrze. Bardzo ważne jest aby to sobie dzisiaj uświadomić. Upominam, czy obmawiam... Dwie zupełnie różne rzeczywistości.


Sama codziennie toczę nieustanny bój o to, by z wielką miłości i delikatnością patrzeć na błędy brata mego. Zdarza się, że zamiast iść do niego bezpośrednio, zatrzymam się na jednej czy dwóch osobach i szukając rozwiązania - czy tego chcę czy nie chcę - UPRZEDZAM kogoś do osoby, o której mówię. I nawet jeżeli staram się mówić o niej w duchu miłości - nie ma siły - rzucam jakiś cień, gdyż mówię o jej słabościach. KATASTROFA. I konsekwencje przykre.


Wczoraj stojąc w gronie znajomych ktoś pokazując kapłana stojącego nieopodal, zaczyna opowiadać całkiem niefajne rzeczy na jego temat. Człowieka znam. Zawsze podziwiałam go jako księdza, a i facet naprawdę w porządku, ale nasze drogi rozeszły się na jakiś czas. Widzimy się naprawdę sporadycznie. A tu nagle słyszę, że gość nie jest w porządku. Na litość Boską ludzie! Na kolana za tego księdza w takim razie, a nie przypadkowo spotkanej osobie opowiadamy w dodatku nie nasze doświadczenia, ale kogoś tam - usłyszane! Przez moment poczułam w sercu mały cierń. Ponieważ wszystko co dociera do naszych uszu - szczególnie jeżeli są to sprawy o zabarwieniu negatywnym - nie pozostaje obojętne dla całego człowieka, nie zatrzymuje się tylko w obrębie słuchu! Idzie dalej: do umysłu - rodzą się wtedy Bóg sam jeden wie jakie myśli, tworzymy własną filozofię - trafia również do serca, czujemy wówczas małą, ale zawsze niechęć do osoby, o której słyszymy rzeczy złe. Błędne koło. Nakręca się wówczas spirala nieprawdy. Odważnie mówimy o wadach innych, ale jesteśmy tchórzami w momencie kiedy stajemy oko w oko z "winowajcą".


Bardzo uważajmy! Czuwajmy nieustannie, aby z naszych ust wychodziła mowa tylko budująca. Niech nigdy nie wyjdzie z naszych ust fałsz na temat drugiego człowieka. Św. Paweł trafia w samo sedno: "Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc". 1 Kor 4,5. Tylko Bóg tak naprawdę wie, co kryje serce człowieka. Tylko On wie i zna wszystkie szczegóły. My sądzimy tylko po pozorach. Chcemy być mądrzejsi od Pana Boga. I znowu pycha - najpaskudniejszy z grzechów, w którym toniemy po uszy. Totalna lipa.


Co zrobić, aby dostosować się do dzisiejszej Ewangelii?( Mt 18,15-20). Aby upominać według spojrzenia Jezusa, a nie obmawiać, bo tak jest o wiele prościej. Przede wszystkim zanim pójdę do brata mego z upomnieniem (więcej o tym tu: http://www.koscioldomowy.lomza.pl/index.php/publikacje1/rozneartykuly/1045-upomnij-brata-gdy-ten-zgrzeszy-por-mt-1815 ) klękam w pokorze przed Panem i pytam Go. Przecież On zna człowieka najlepiej. Po co ja mam się silić na niesprawiedliwe oceny ( zawsze po ludzku ocena będzie niesprawiedliwa, gdyż serce człowieka zna tylko Pan, a my oceniamy tylko po tym co widać, reszta jest przed nami zakryta). Trzeba zapytać o to Pana. On powie, zawsze wskaże jak to załatwić. Czyli początek jest bardzo dobry: dużo modlitwy. Dopiero potem idę do brata mego i w cztery oczy rozmawiam z nim - z niezwykłą miłością i delikatnością. Upominam w duchu miłości, a nie obmawiam - zazwyczaj z ciekawości.


Często upominam swoje dzieci. Czasami odchodzą smutne. Raz usłyszałam: "nie wiesz wszystkiego". I to jest prawda. Sądzę tylko po pozorach. Ale bardzo często słyszę: "przepraszam". I wtedy widzę różnicę kiedy upominam z całą miłością, a kiedy po prostu wydaję niesprawiedliwy sąd lub złą opinię.


Niezwykle intrygująco kończy się dzisiejsza Ewangelia. "Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich". Mt 18,20. Jak bardzo Bogu zależy na tym, abyśmy zgodnie prosili. Jeżeli - tak jak mówi dzisiaj Ezechiel 33,7-9 - mamy sprowadzać występnego z jego drogi (tak na marginesie bardzo ciekawa jest Boża pedagogia: występny, bo przecież każdy z nas bez wyjątku grzeszy, ma upominać występnego), jeżeli za tym pójdziemy, bardzo to się spodoba Bogu, do tego stopnia, że udzieli nam WSZYSTKIEGO o cokolwiek poprosimy. Obiecał też, że w momencie jedności z braćmi zgromadzonymi w Jego Imię - będzie pośród nich przebywał! Bezcenne!


No cóż, Dogi Przyjacielu, pozostaje nam tylko cieszyć się Jego obecnością, a korzystając z tego i wspierając się na Jego ramieniu - z miłością, nie z pobłażliwością(która nie ma nic wspólnego z tą pierwszą) patrzeć na brata swego.


Błogosławionej niedzieli :-)


Agnieszka Frydrych.