5.jpg

niedziela, 09 lutego

Jesteś "solą ziemi" i "światłem świata"?


Często coś nie wychodzi albo się nie udaje... Czasami nie wszystko jest tak jak trzeba. Brak radości, wewnętrzna pustka, powiew jakiejś nudy. Być może pojawia się pytanie: dlaczego? Co jest przyczyną? Czytałam dzisiaj rano Izajasza. Do granic zachwyciła mnie najpierw perspektywa "twojego światła, które wschodzi jak zorza, zdrowie, które szybko rozkwita, sprawiedliwość, która poprzedzać cię będzie, chwała Pańska, która iść będzie za tobą. Kiedy zawołasz: Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem! (...) twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci twą duszę na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak, że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie". Iz (58, 8-11).


A Pan w Ewangelii mówi, że jesteś "solą dla ziemi" i "światłem świata" Mt (5, 13-14).


Więc? Skąd brak radości i wewnętrzna pustka? Brak pokoju i pragnienie nie wiadomo czego? Może nie "dzielimy chleba z głodnym" , a nasz dom jest zamknięty przed "biednym tułaczem"? Na Wigilii talerzyk dodatkowy był i puste miejsce przy stole... ale czy nie jest to raczej nic już nie znacząca tradycja? Tak wielu ludzi dzisiaj woła o chleb. Tak wielu jest bezdomnych. Dzieje się to wszystko na oczach miłosiernych chrześcijan. Czy zdarzyło ci się obdarować kogoś ubraniem? "Przyodziać" przysłowiowego "nagiego"? Mówi o tym Izajasz, przypomina też Kościół układając uczynki miłosierne względem ciała i duszy. Chyba niewiele się tym przejmujemy skoro tyle biedy wokół nas. I wiadomo, że całego świata nie zbawisz... nie będziesz wyszukiwał po śmietnikach pogubionych ludzi, których nikt już nie chce. Chociaż może by należało... Wystarczy systematyczny grosz na parafialny Caritas... może jakaś inna forma pomocy... na pewno się coś znajdzie.


Izajasz mówi, że to wystarczy, aby "twoje światło wzeszło jak zorza i szybko rozkwitło twoje zdrowie. Chwała Pana iść będzie za tobą"! (Szok!). A jak "zawołasz, Pan ci odpowie, wezwiesz pomocy, a On przyjdzie i powie: Oto jestem!" Do twojej dyspozycji. Nie zostawiam cię nawet na moment, ZAWSZE jestem przy tobie!


"Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz swój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem". Izajasz idzie zatem trochę dalej. Nie tylko wystarczy nakarmić kogoś kto jest głodny. Trzeba "nakarmić duszę przygnębioną". Zawsze masz czas dla kogoś kto potrzebuje, aby wlać w serce nadzieję? Ostatnio spotkałam się z dziewczyną, której małżeństwo legło w gruzach... mąż bije, odebrał dziecko. Sytuacja po ludzku bez wyjścia. Łzy i ogromny trud, ciężar nie do uniesienia... Co można było zrobić? Trwać przy niej... mimo, że wolny czas uciekał. Czy trzeba było coś mówić? Niekoniecznie. Dziękowałam Bogu za słowa: jest mi lżej, mogłam to wszystko wypowiedzieć... Modliłam się słuchając jej, obiecałam modlitwę. Wiem, że Jezus jej nie opuści.


Na pewno miałeś Drogi Przyjacielu wiele takich sytuacji i myślałeś: nic nie da się zrobić! Trzeba zrobić co w naszej mocy, resztę zostawić Bogu. Nakarmić duszę przygnębioną... pamiętaj: nigdy nie jesteś w tym sam. Bóg w sposób szczególny jest obecny w osobach zgnębionych, opuszczonych. A ciebie potrzebuje, aby przez twoje ramiona przytulić, smutek zamienić w radość, otrzeć łzy, wesprzeć. Nie uciekaj i nie bój się trudnych po ludzku spotkań. Jeżeli ktoś cię prosi znajdź czas. Nie daj się zwariować. Świat pędzi na złamanie karku w ciemność. A ty jesteś powołany do tego, by żyć w światłości. To Zły, który jest ojcem kłamstwa wmawia ci, że nie dasz rady. Bo: co powiesz albo jaką zaoferujesz pomoc? Nie słuchaj go. Bóg jest po twojej stronie! Moc Jego jest z tobą. Masz wiele do zaoferowania: swój czas i otwarte serce - resztę zrobi Duch Święty, tylko zaufaj.


Obietnica za takie postępowanie jest wielka: "Pan cię zawsze prowadzić będzie". Nawet jak pojawi się pustynia - On "nasyci twoją duszę. Odmłodzi twoje kości, tak, że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie" Wow! Słów brak.


Interesuje mnie jeszcze Izajaszowa zachęta do tego, aby "usunąć spośród siebie jarzmo, przestać grozić palcem i mówić przewrotnie". Trzymać język na wodzy... nie mówić zbyt wiele, czasami milczeć, zastanowić się, a nawet i pomodlić zanim cokolwiek powiem... wtedy i "grożenie palcem" nie będzie miało miejsca.


Jesteś "solą dla ziemi". Tak powiedział o tobie i o mnie Jezus. "Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi" Mt (5,13). Ostro! Miejmy godność dziecka Bożego w sobie! Co? Mam być zużytą, stęchłą, chciałoby się powiedzieć: zdechłą solą??? Która już kompletnie na nic się nie przyda? Tylko na wyrzucenie i podeptanie przez innych? Nigdy, Panie Jezu! Póki starczy sił! Ale Ty wiesz, że grzesznikiem jestem... Dobre wytłumaczenie. Zawsze działa. Grzesznik. I co z tego???!!!! Masz sakramenty? A szczególnie ten, w którym Jezus non - stop przywraca ci godność Bożego dziecka? No to czego jęczysz jaki to nieborak jesteś? Jesteś chrześcijaninem - nosisz imię swojego Zbawcy, głowa do góry! Masz zasolić ten świat, aby miał smak prawdziwy, a nie jakiś zdechły. Jezus cię uczynił "światłem świata"! Usłyszałeś to dzisiaj? Na pewno? Więc czemu gasisz światło, które Chrystus zapalił w tobie? Czyż "może się ukryć miasto położone na górze?" Nie może! W żaden sposób. Zapalasz lampę, po to, by świeciła, nawet stawiasz ją "na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu". Światło Chrystusa Zmartwychwstałego, które masz sobie ma "jaśnieć przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki". Powiesz: nie, nie, ja to z pokory nie mogę pokazywać dobra, które czynię. Z pokory? Chyba z pychy?! Co Jezus dzisiaj ci mówi? Ludzie mają widzieć twoje dobre uczynki. To są słowa Jezusa, nie wymyśliłam tego sama. Proszę bardzo, przeczytaj: Mt (5,16). Po co mają widzieć? Aby "chwalili Ojca, który jest w niebie"! Ot co! Mamy być dobrzy! Aby objawiła się w nas i przez nas chwała Boża!


Zapytasz może: no to jak to zrobić? Św. Paweł jest mistrzem. Posłuchaj: "Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością dawać wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej". 1 Kor (2,1-5).


Super, komentarza chyba nie potrzeba. Głosząc Chrystusa nie musisz szukać wyrafinowanych słów, nie musi się objawiać twoja mądrość w świadectwie o Jezusie. Masz Go głosić " w słabości, i w bojaźni, i z wielkim drżeniem". To nie znaczy, że masz się bać, lękać. Bojaźń Boża nie ma nic wspólnego z lękiem. "W słabości" - bo wszyscy jesteśmy grzeszni. Jeżeli staniesz i powiesz: zobaczcie wyszło mi w życiu to i to, ja to dopiero jestem facet! To inni słuchając powiedzą: co ja tutaj robię? Ta mowa jest o kimś idealnym, mnie zupełnie nie dotyczy. Pokaż, że bez Chrystusa nie możesz NIC! Że sam o własnych siłach nie masz szans. Mów z "drżeniem" serca. Głoś Chrystusa z uwielbieniem. Niech nawet popłyną łzy. Nie staraj się uwieść słuchacza pięknem ludzkich słów. Często są to wtedy puste słowa. Bądź mądry mądrością Bożą. On za każdym razem, stanie za każdym twoim słowem, a raczej... przed nim i powie: Oto jestem!


Błogosławionej niedzieli:)


Agnieszka Frydrych