Boże Narodzenie; Winnica, 25 grudnia 2011 roku

Kochaj i bądź odpowiedzialny


Kilkanaście lat temu na Mazowszu, na oczach pewnej matki rozegrała się tragedia. Jej dziecko wpadło do studni. Chwilę potem w tej studni była już matka. Wskoczyła natychmiast, nie myśląc, czy to ma sens, czy to jest bezpieczne, czy uda się uratować. Wskoczyła i uratowała. Mam pytanie: czy chciałbyś mieć taką matkę?

Przed kilku laty na pogrzebie sześcioletniego Brajana z Łodzi strażacy nieśli na atłasowej poduszce prezydenckie odznaczenie - medal "Za ofiarność i odwagę". Dziecko w czasie pożaru przytomnie zadzwoniło po pomoc i uratowało w ten sposób własnego ojca oraz przypuszczalnie innych mieszkańców kamienicy. Brajan zginął, ale nawet po śmierci ratował innych, gdyż jego organy trafiły do przeszczepu dla innych dzieci. Mam pytanie: czy chciałbyś mieć takie dzielne dziecko?

Kilkuletni chłopczyk mógł sie okazać jedynym ratunkiem dla swojej młodszej siostry. Trzeba jej było podać krew a chłopiec mógł być jedynym dawcą. Lekarz zapytał chłopca czy da swojej siostrze krew? Chłopiec nie od razu odpowiedział, zacisnął usta, w kącikach oczu pojawiły się łzy, ale kiwnął głową, że "tak". Wbito igłę, podłączono aparaturę i krew zaczęła ciec do pojemnika. Po chwili chłopiec zapytał doktora: "Proszę Pana, czy to już? Czy ja już umieram?" Zrozum dobrze, chłopiec źle pojął czego od niego się oczekuje. Wiedział, że krew to życie. Myślał, że ma oddać siostrze całą krew, czyli oddać swoje życie. Myślał, że oddając krew siostrze będzie musiał umrzeć. Mimo to chciał ją oddać. Mam pytanie: czy chciałbyś mieć takiego brata?

A teraz ci powiem dlaczego opowiedziałem te historie. Chcę pokazać i podkreślić jak ważne są więzi między ludźmi i odpowiedzialność. Jak szczególnie ważne są więzi rodzinne i troska o siebie. A teraz powiem ci o Kimś, kto z miłości do CIEBIE skacze do studni, ratuje z pożaru, oddaje krew.

Do zgubionej ludzkości idącej na zatracenie w piekle przychodzi Boży Syn. Jego narodziny jako dziecko w Betlejem to było wejście w chory świat, to było jak skok w studnię, jak zejście do piekła. Przyszedł jako człowiek, by być blisko człowieka, blisko każdego z nas. Przyszedł jako człowiek, bo chciał mieć w żyłach krew. Chciał mieć krew, by ją przelać potem na krzyżu dla naszego zbawienia.

"Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi." (Mdr 18,14-15) Tym właśnie było wcielenie.

Potem święty Piotr dokonuje teologicznego podsumowania tego, czego dokonał Jezus. Pisał: "Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy." (1P 1,18-19)

Jezus przychodzi do nas na ziemię i oddaje życie dlatego, że nas kocha, czyni tak dlatego, że jest za nas odpowiedzialny. Chce nas zbawić, chce wynieść z zatraconej ziemi. I gotów jest zapłacić za to najwyższą cenę - przelać swoją krew.

Siostry i Bracia. Przeżywamy święta. Wielkim nieszczęściem świąt Bożego Narodzenia byłoby pozostanie na ich zewnętrznym naskórku. Klimat darowanych prezentów, smak dobrego jedzenia, radość odpoczynku od pracy, dźwięk tkliwych kolęd, zapach choinki i sianka. Trzeba wejść głębiej. Potrzeba nam pytać, co to wszystko znaczy, jaki jest tego sens?

Te święta to wielkie przypomnienie i wołanie Boga o więź. Bóg chce więzi. On nawet sam w sobie nie jest sam, ale jest Bogiem Ojcem, Synem Boży i Duchem Świętym. Trzy osoby związane ze sobą miłością - rodzina. Z tą miłością Bóg wychodzi do człowieka. Z człowiekiem chce się związać miłością. Chce kochać człowieka i chce miłości człowieka.

Ta Boża miłość i odpowiedzialność za człowieka, którą wyraża Boże Narodzenie, niech będzie inspiracją do naszej miłości i naszej odpowiedzialności. Szczególnie w gronie najbliższych, w naszych rodzinach. Niech te święta będą wezwaniem do zgody, pojednania i pokoju. Niech najmądrzejszy pierwszy wyciągnie rękę.

Na początku opowiadając trzy historie zadałem trzy pytania: Czy chciałbyś mieć taką matkę? Czy chciałbyś mieć takie dziecko? Czy chciałbyś mieć takiego brata? Teraz przekazuję ci trzy wezwania: Ty bądź taką matką, takim ojcem! Ty bądź takim dzieckiem! Ty bądź takim bratem! Kochaj i bądź odpowiedzialny za twoich najbliższych. I kochaj Boga. Uczyłeś się tego w katechizmie: "Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem."

Mały Jezus, dziecko leżące w ubóstwie na sianie, chce byś wziął je na ręce. Weź je, nie wahaj się. A biorąc je wiedz, że tak naprawdę ono bierze cię w swoje ramiona, unosi i zbawia. Zwiąż się z Jezusem miłością a mądrze, odpowiedzialnie i dobrze przejdziesz przez swoje życie. Amen.

ks. Zbigniew Paweł Maciejewski