Winnica, 28 października 2012

Czy chcesz widzieć?

Uroczystość rocznicy poświęcenia własnego kościoła, czytania z XXX Niedzieli Zwykłej, B; Jr 31,7-9; Ps 126, 1-6; Hbr 5,1-6; 2 Tm 1,10b; Mk 10,46-52,

W ostatni czwartek, kopiąc po wschodniej stronie kościoła studnię dla systemu odwadniającego, natrafiliśmy na kamienno-ceglany mur. Mur pochodzący ze średniowiecza, gotycki, potwierdzający przekaz dokumentów, że przed wybudowaniem w XV wieku naszego kościoła rzeczywiście istniały już w tym miejscu "starożytne mury" innego kościoła. Jest to świadectwo tego, że w tym miejscu, przez setki lat czytano i głoszono Ewangelię. Wcześniej, przy innych studniach wydobywaliśmy ludzkie szczątki - świadectwo, że ludzie nie tylko przy tym kościele żyli, ale i po śmierci, przy kościele naszym składali swoje kości. Można w tym widzieć pewien symbol.


Nasz kościół - i jego z daleka widoczna wieża, jego dzwony - stanowiły przez wieki punkt odniesienia, jasny drogowskaz, przypomnienie: "Jest jeden Bóg. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze." "Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij." "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił." "Czcij ojca swego i matkę swoją." Nasz kościół - jego wieża i dzwony - stanowiły ciągłe wezwanie: "Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli swoich, a bliźniego swego jak siebie samego." Przez te wieki w tym kościele służyło wielu księży. Różni zapewne - niektórzy może mieli kłopot z alkoholem, inni może mieli konkubinę, inni byli może zagubieni i nieporadni. Nigdy jednak w tych murach nie usłyszano: "zabijaj, cudzołóż, kradnij, wywal swoich rodziców na śmietnik i żyj jak ci się podoba."


Jak jest dzisiaj?


W Winnicy dalej kościół jest najwyższym budynkiem, ale w wielu miastach kościoły zginęły już wśród wieżowców. Gdy buduje się nowe kościoły nawet nie próbuje się ich wybić ponad okoliczne budynki. Niektórzy proboszczowie mają procesy o kościelne dzwony, bo przeszkadzają tym, którzy je słyszą. Nowe cmentarze tworzy się na obrzeżach miast. Jest to naturalne, ale i w tym możemy dostrzec pewien symbol.


W kościołach dalej czyta się i głosi ewangelię, ale oto jesteśmy świadkami, że powstaje wiele konkurencyjnych medialnych ambon, z których głosi się inne ewangelie.

Głosi się, że tak do końca nie wiadomo, czy jakiś tam bóg istnieje, że świętość to kwestia umowy, a to jak żyjesz to twoja prywatna sprawa.

Głosi się, by nie przesadzać w czci dla ojca i przekonuje się jednocześnie ojca, by dał miejsce następnym pokoleniom, schodząc z tego świata przez eutanazję.

Głosi się, że masz prawo do życia, jeśli tylko jesteś zdrowy, nie masz przypadkiem zespołu downa i jesteś chciany przez rodziców.

Głosi się, że dzień święty jest tylko dla człowieka, dla jego radości a nie ma większej radości niż niedzielne zakupy.

Głosi się, że miłość to prawo człowieka, więc jak w jednym małżeństwie jest za mało miłości to można spróbować w drugim i trzecim. A najlepiej nie chodzić do żadnych urzędów i nie stawać przed żadnym ołtarzem, tylko żyć ze sobą, bo przecież najważniejsze jest to, że właśnie się kochamy.


Mówię o tym z sarkazmem, ale i z głęboką troską i niepokojem. Problem polega na wszechogarniającej ślepocie, polegającej na tym, że zagubiono prawdę. Gdy człowiek traci swój fizyczny wzrok jest mu ciężko, musi korzystać z pomocy innych, musi być szczególnie ostrożny przy poruszaniu się. Tak samo gdy człowiek staje się duchowo ślepy - łatwo wtedy o wypadek. Szczególnie wtedy, gdy duchowo ślepy myśli jednocześnie, że ma doskonały wzrok i niczego mu nie brakuje.


Dobrze to określają słowa Apokalipsy: "Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi." (Ap 3,17)


Jestem przekonany, że jako całość społeczeństwa wchodzimy w duchową ślepotę, w fałsz dotyczący Boga i życia, wchodzimy na bezdroża i kroczymy do przepaści. To nie jest ślepota, która spada nagle. To stopniowe, trwające lata zaćmienie. Zobaczmy jak nasz mózg jest programowany. Jak dobrze idzie to tygodniowo rozejdzie się w naszej parafii 25 egz. Gościa Niedzielnego. Ile w tym czasie zostanie kupionych antykościelnych, nihilistycznych czy po prostu głupich gazet i tygodników? Ile jest ciekawych miejsc w Internecie a ilu ludzi rzuciło się w ostatnich dniach, by znaleźć makabryczne zdjęcia ofiar smoleńskiej katastrofy?


Jak dobrze pójdzie to ok. 750 osób z naszej parafii (tyle chodzi do kościoła) usłyszy piętnastominutowe kazanie. Ile zaś w tygodniu obejrzanych zostanie telenowel, seriali i sitcomów, które naprawdę nic dobrego nie wnoszą, służą tylko do sprzedaży czasu reklamowego przed, po i w czasie filmu? I często sączących do umysłów truciznę.


Nie lekceważ tego, nie myśl, że masz odporny mózg na dziesięć tysięcy odcinków pokazujących dzieje rodziny, gdzie nie ma żadnych zasad i żadnej moralności. Nawet się nie zorientujesz, gdy zaakceptujesz konkubinaty swoich dzieci czy wnucząt - bo takie jest życie. Nawet się nie poczujesz, gdy zaczniesz myśleć tak jak ci, których oglądasz. Nawet się nie zauważysz, że oślepłeś i pogrążasz się w fałszu. To kazanie jest wołaniem o prawdę, o myślenie, o otwarcie oczu. Szukaj prawdy, zacznij uważnie myśleć, otwórz swoje oczy.


W tym wszystkim potrzebna jest łaska Boga. Dzisiaj liturgia daje nam ewangelię o ślepcu Bartymeuszu. Wołał: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" (Mk 10,47b) A jak go uciszano, to wołał jeszcze głośniej. Gdy Jezus zapytał: "Co chcesz, abym ci uczynił?" (Mk 10,51b) Powiedział: "Rabbuni, żebym przejrzał." (Mk 10,51d)


Bartymeusz chciał widzieć! Czy ty chcesz widzieć? Czy chcesz poznać prawdę? Czy chcesz wiedzieć jak żyć? Co jest dobre a co złe? Gdy Bartymeusz odzyskał wzrok poszedł za Jezusem. Czy ty jesteś zdolny, czy chcesz iść za Jezusem? Tam jest wąska droga i tam jest ciasna brama, ale tam jest życie, tylko tam. Szeroka brama i szeroka droga wiedzie do zagłady.


Tyle razy głoszę i powtarzam, by wziąć do ręki Biblię, by zacząć czytać ewangelię. Cieszą mnie ci, którzy przełamując się zaczynają to robić, jednak wielu (bardzo wielu, zbyt wielu) pozostaje ślepych, niemych i głuchych. Brną przez życie w ciemnościach, kroczą ku śmierci.


W wersecie przed ewangelią słyszeliśmy słowa: "Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię." (2Tm 1,10b) Gdy umrę, na Bożym sądzie Bóg mnie spyta: "Czy mówiłeś tym, których ci dano, by brali moje słowo, nim się kierowali i nim żyli?" Gdy ty umrzesz Bóg zapyta: "Co zrobiłeś z tym co usłyszałeś? Co zrobiłeś ze Słowem, które ci dałem? Co zrobiłeś z prawdą, którą ci objawiłem?" Jedni powiedzą: "Twoje słowo było lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce." (por. Ps 119,105) Inni powiedzą: "Byłem duchowo ślepy, żyłem jak duchowo ślepy i umarłem duchowo ślepy. Słyszałem o twojej ewangelii, ale wybrałem "Modę na sukces".


Jeśli po tym kazaniu nie sięgniesz do Ewangelii, nie zaczniesz się modlić to znaczy, że dalej nic nie rozumiesz, żeś nie tylko duchowo ślepy, ale także duchowo głuchy.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski