Wołajmy o przebudzenie

XXXIV niedziela zwykła - Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, B; Dn 7,13-14; Ps 93,1.2.5; Ap 1,5-8; Mk 11,10; J 18,33b-37

Gdy Jezus przeżywał swoją mękę włożono na niego cierniową koronę i szkarłatny płaszcz. Bito Go i pluto na Niego. Włożono mu krzyż na ramiona i poprowadzono za miasto, na wzgórze Golgoty. Tam zdarli z niego szaty i przybili do krzyża. Przebili jego ręce i nogi. Gdy umarł przebili włócznią jego bok.


Bywa, że rodzą się w nas niedobre uczucia wobec oprawców. Myślimy - jak mogli Go tak męczyć. To prawda - on był niewinny, a męka niesprawiedliwa i okrutna. Czy jednak autor Apokalipsy pisząc: "Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili" (Ap 1,7a) miał na myśli tylko tych kilku rzymskich żołnierzy wykonujących wyrok śmierci? Może chodzi tu także o innych? Może chodzi tu o nas?


Różne głosy domagają się, by polski parlament przyjął ustawę, czy uchwałę o wyborze Jezusa na Króla Polski. Dla mnie jest to bardzo problematyczne. Boję się, że byłby to kolejny pusty gest, za którym nie idzie nawrócenie naszych serc. Można powiedzieć - zanim zacznie królować to może przestańmy go przepędzać, przestańmy wciąż go krzyżować, przestańmy przebijać włócznią.


Uważam się za człowieka z poczuciem humoru. Lubię żarty i dobre kabarety. Potrafię śmiać się z samego siebie. Jednak niektórzy z was mówią, że widzą na mojej twarzy chmurę. Mają rację, są momenty, gdy głupio jest się śmiać, są momenty gdy śmiać się nie można. Dzieje się tak szczególnie gdy staję przy ołtarzu. Wtedy jakbym widział tę naszą parafię z całym jej cierpieniem, niezgodą, wrogością, zawiścią, brakiem odpowiedzialności. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale grzech woła, trudno na ten krzyk zatknąć uszy.


Widzę tych, którzy odebrali sobie życie. Widzę tych, których zabił alkohol. Widzę tych, którzy na moich oczach niszczą sobie życie. Widzę rodziny, które się rozpadają. Widzę nieszczęśliwe dzieci. Widzę łzy, łzy, łzy. Widzę wreszcie jak Bóg i Kościół staje się niewygodny, staroświecki, niepotrzebny.


Może nie ma jeszcze w ludziach siły i determinacji, by jawnie Boga zanegować i odrzucić, ale ON, dla wielu, naprawdę nic już nie znaczy. Już nic nie znaczy, by czcić dzień święty, i swojego ojca, i swoją matkę. I już nic nie znaczy, że Bóg mówi, nie zabijaj. A z Bożego "nie cudzołóż" można zrobić najlepszy kabaret. Dane słowo nic nie znaczy. Prawda nic nie znaczy. Honor, odpowiedzialność i uczciwość nic nie znaczy. I znowu - nie mówię o wszystkich. Nikogo nie oskarżam. Biję się w swoje piersi.


Mówcie sobie i myślcie co chcecie, ale pokochałem tę parafię. Nie tych tylko najlepszych - prawych i wierzących. Pokochałem wszystkich a jeśli kogoś wyróżniam to tych słabych i grzesznych. I czuję wielką bezradność - jak na moich oczach wielu z nich ginie, zatraca się, może nawet traci szansę na zbawienie.


Co robić? Nie mam jasności i pewności. Modlę się i proszę Boga o światło.


To co czuję to kwestia naszych serc. Chciałbym, by te serca rozszerzyły się. W tym sercu nosimy na pewno wiele rzeczy, spraw i osób. Rzecz w tym, by rozszerzyć to serce, by znalazła się tam cała parafia - te wszystkie nasze trudne sprawy. Otoczmy to wszystko naszą troską. Niech to nie będą problemy jakiś tam ludzi - obcych, ale naszych braci i naszych sióstr.


Potrzeba wielkiej naszej modlitwy, ale nie w sensie dokładania sobie kolejnych rzeczy do odmówienia, ale noszenia tego ciągle w swoim sercu i przedstawiania Bogu. Błogosławmy tej parafii, tym ludziom, i prośmy Boga o Jego błogosławieństwo. I troszczmy się o siebie. Nigdy nie wolno nam zapomnieć, że to my potrzebujemy pierwsi nawrócenia, że zmienianie świata zawsze zaczynamy od siebie.


To czego nam potrzeba można nazwać przebudzeniem. "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus." (Ef 5,14bc) Potrzeba nam przebudzenia, które oznacza zupełnie inną wrażliwość na Boga i Jego słowo. Przebudzenia, które powoli Bogu działać wielkie rzeczy w tej parafii. Prośmy Boga, by obudził nasze serca.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski