Winnica 10 lutego 2013 roku.

Bozia

V niedziela zwykła, C, Iz 6,1-2a.3-8; Ps 138,1-5.7-8; 1 Kor 15,1-11; Mt 4,19; Łk 5,1-11,

Biblia mówi, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. (Rdz 1,26-27)

A człowiek odpłacił się tym samym - stworzył Boga na swój obraz i podobieństwo.

Bóg i człowiek to jednak stworzyciele innej kategorii - każdy jest z innej półki. To co stworzył Bóg jest dobre i piękne. To co stwarza człowiek jest często tylko karykaturą Boga. To co człowiek myśli o Bogu, to jak go sobie wyobraża, jaki nosi obraz Boga często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Nasze wyobrażenie Boga nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale jednocześnie wywiera ogromny wpływ na nasze życie.

To jak wyobrażamy sobie Boga ma wpływ na to jak go traktujemy, jak się zachowujemy, jak żyjemy.


Podam jeden przykład. Przykład jednego słowa, które jest świadectwem ludzkiego wyobrażenia Boga, świadectwem jak prawda o Bogu zostaje zamazana i jak przez to Bóg staje się błahostką. To słowo, to "bozia". Przyznam się, że mam z tym słowem duży kłopot. Nie lubię go, irytuje mnie.


Dlaczego tak jest? Najpierw dlatego, że nie wiem co ono znaczy. W trzytomowym Słowniku języka polskiego (PWN) nie ma tego słowa. To nie jest jednak najważniejsze. Słowo "bozia" używane jest na określenie medalika, krzyżyka, obrazka. Słyszymy: pokaż bozię, pocałuj bozię. Także modlimy się do bozi: "dobranoc Ci Boziu, ja już idę spać, bo jutro raniutko znowu muszę wstać". To słowo należy wyrzucić ze swojego języka. Tego słowa nie powinno się używać przy dzieciach. Wytłumaczę dlaczego. Są dwa powody. Pierwszy to zamieszanie, drugi to zdrobnienie.


Jeśli mówimy dziecku, wskazując na Jezusa, że to jest bozia. I mówimy dalej, wskazując na Maryję, że to jest bozia. To niczego dziecku nie wyjaśniamy, tylko mieszamy. Znalazłem taki tekst, który to pięknie ilustruje: [ktoś pisze] Mój kolega, u którego mieszkałem, pokazywał swemu 5-letniemu bratankowi fotoalbum z zabytkami Lwowa. Maluch pokazał palcem na obraz Madonny i pytał: "Co to?". Uzyskał odpowiedź: "bozia". Następnie przy karcie z Ukrzyżowanym, pyta: "A to?". Ponownie padło: "bozia". Przy kolejnej karcie na której było zdjęcie pomnika [poety] Tarasa Szewczenki już sam wykrzyknął: "bozia"! [http://goo.gl/B0Rza]


Dziecku świat trzeba wyjaśniać a nie mieszać. Jezus to Jezus, Maryja to Maryja, anioł to anioł. Nie wrzucajmy tego wszystkiego do worka z napisem "bozia".


Druga racja za nieużywaniem słowa "bozia" to infantylność tego słowa, zdrobnienie i pieszczotliwość tego słowa. Kimkolwiek lub czymkolwiek jest "bozia, nie można tego traktować poważnie.

I tylko chwila a cały świat wiary stanie się dziecinny i niepoważny: Pójdziemy do bozi, do kościółka. Odmówimy paciorek i modlitewkę. I damy księżulkowi na tacę pieniążek. A jeśli będzie odpust to na straganie kupimy sobie aniołka.

W tym wszystkim tylko taca brzmi poważnie, to co na tacy już nie.


A prawda o Bogu jest inna. Prawda o Kościele jest inna. Prawda o modlitwie jest inna. I prawda o aniołach jest inna.


Zrobiliśmy z aniołów kukiełki, maskotki i zabawki. Tymczasem, gdy anioł objawiał się człowiekowi, to ten człowiek często padał na twarz i drżał. Posłuchajmy tekstu z apokalipsy: "Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice, trzęsienie ziemi. A siedmiu aniołów, mających siedem trąb, przygotowało się, aby zatrąbić. I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień - pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona." (Ap 8,5-7) Zostawmy w spokoju pozostałe anielskie trąby...


W czasie pewnego kazania do dzieci ksiądz zapytał co oni by czuli, gdyby do nich przyszedł archanioł. Jedno dziecko powiedziało do mikrofonu, że ze strachu by się zesr..... Wielka radość zeszła na wszystkich w kościele, ale to dziecko było bliższe prawdy.


I pójdźmy dalej. W dzisiejszym czytaniu ci potężni aniołowie - serafini zasłaniają skrzydłami swoje twarze, by nie patrzeć na Boga: "Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie [...]. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem." (Iz 61-4)


To jest Bóg. A niektórzy mówią na to bozia. Wyrzućmy słowo "bozia" z naszego języka. Wyrzućmy na zawsze.


Chciałbym jeszcze podjąć krótko wątek powołania, bo powołanie właśnie jest tematem wiodącym dzisiejszej liturgii słowa - słyszymy o powołaniu proroka Izajasza i o powołaniu apostołów. Chcę powiedzieć bardzo krótko, puentując jednocześnie rozważania o naszym obrazie Boga, naszym nazywaniu Go. Powiedziałem już - to jak wyobrażamy sobie Boga ma wpływ na to jak go traktujemy, jak się zachowujemy, jak żyjemy.


Gdy wielki, potężny i święty Bóg ci powie: "wybieram cię, idź za mną" to zostawisz wszystko i pójdziesz za Nim. Gdy to samo - "wybieram cię, idź za mną" - powie ci bozia, to nawet tego nie usłyszysz. A jeśli nawet usłyszysz to nie potraktujesz poważnie. Ani Izajasz, ani Szymon Piotr, ani Jakub i Jan nie wiedzieli nawet co to jest bozia.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski