Winnica, 31 lipca 2011 roku

Sztuczna choinka na metalowym stojaku

XVIII Niedziela Zwykła, A; Iz 55,1-3a; Ps 145,8-9.15-18; Rz 8,35.37-39; Mt 4,4b; Mt 14, 13-21;


Cudne słowa: Ani utrapienie, ani ucisk, ani prześladowanie, ani głód czy nagość, ani niebezpieczeństwo czy miecz, ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (por. Rz 8,37-39)


Cudne słowa, ale czy wytrzymują konfrontację z rzeczywistością? Wystarczy, że syn dorośnie, wystarczy, że córka pójdzie na studia do miasta, wystarczy, że ktoś ruszy do Anglii czy Irlandii i bardzo często z zadziwiającą łatwością, w zasadzie bez walki, oddaje swój związek z Jezusem. Czy nie jest tak? Nie mówię, że tak jest zawsze, ale czy nie jest to częsty widok?


Czasem się włączy w to gra pozorów i wtedy, w czasie powrotu do Winnicy, syn czy córka odwiedzi kościół w jakąś niedzielę czy święto, a nawet potulnie pójdzie do spowiedzi. Często jednak i te powroty w rodzinne strony nie skutkują powrotem do Kościoła i Boga.


Zastanówmy się: Dlaczego tak łatwo odłączyć się od Jezusa skoro Biblia zapewnia, że tak trudno odłączyć się od Niego, że praktycznie jest to niemożliwe? Jak to pojąć? Jak to zrozumieć?


Wydaje mi się, że w zdecydowanej większości przypadków ci, którzy odeszli od Jezusa tak naprawdę nigdy z Nim nie mieli żadnego osobistego związku. Owszem, zostali wychowani w wierze, zostali nauczeni i wyćwiczeni w pewnych zachowaniach i praktykach, zostali przypisani do Kościoła, ale nic więcej. Zostali obdarzeni wielką Bożą miłością, począwszy od chrztu, ale nigdy nie odpowiedzieli na tę miłość swoją miłością. Nigdy nie stworzyli z Jezusem więzi.


Można się posłużyć ogrodowym porównaniem. Sadzimy w ogrodzie drzewo, niech to będzie świerk. Drzewo zapuszcza korzenie, rośnie. Korzenie rozchodzą się coraz głębiej i szerzej. Gdy świerk porośnie kilkanaście lat to nie wyjmiemy go z ziemi. Potrzeba jakiejś niesamowitej wichury albo głębokiego kopania. Nawet jednak w tych sytuacjach jakieś korzenie zostaną w ziemi. Nie sposób ich wyjąć.


Inaczej jest z choinką ustawianą w domu na święta, czy to w donicy z ziemią, czy to obsadzanej w stojaku. Taką choinkę łatwo przewrócić, taką choinkę łatwo przestawić z jej miejsca, taką choinkę łatwo wyrwać. Taka choinka nigdy nie będzie mieć korzenia. I jeszcze jedno - będzie to często choinka sztuczna - bez życia. A gdy zdarzy się żywa to jej dni są policzone. Czy na nowy rok, czy na Trzech Króli zacznie się sypać. Bo nie ma korzenia.


I pytanie ważne dla każdego z nas. Czy jesteś zakorzeniony w Chrystusie? Czy masz z Nim więź? Czy coś cię z Nim łączy? Nic i nikt cię nie oderwie od miłości Chrystusowej, gdy będziesz miał korzeń. Żadne studia, żaden wyjazd, żadna sytuacja, żadna koniunktura. Bieda jest wtedy, gdy nasze chrześcijaństwo przypomina sztuczną choinkę na metalowym stojaku. Łatwo taką choinkę sprzątnąć i niepotrzebną wstawić na strych.


Wielu ludzi, gdyby potrafiło zdobyć się na szczerość, to na pytanie: "Gdzie jest twój Bóg?" odpowiedzieć by musiało: "Na strychu, obok starych łyżew, niepotrzebnych zeszytów z piątej klasy i niechcianej, zapomnianej lalki." Jeśli kogoś prawdziwie się kocha, to nigdy nie wyniesie się go na strych.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski


Zajrzyj też tutaj:


Kup tego byka
Płoń
Głosimy mądrość między doskonałymi
Zacznij słuchać
Wspólna kasa z Bogiem
Albo wszystko, albo nic!
Prawdziwe nawrócenie