Winnica 16 listopada 2014 roku.

Nie zawijaj wiary w chusteczce

XXXIII Niedziela Zwykła, A; Prz 31, 10-13. 19-20. 30-31; Ps 128 (127), 1-2. 3. 4-5; 1 Tes 5, 1-6; J 15, 4. 5b; Mt 25, 14-30;


Talent, o którym słyszymy w Ewangelii to jednostka wagi i jednocześnie waluta - była to określona (i to nie mała) ilość złota czy srebra. Jednak przez naszą przypowieść talent stał się pojęciem określającym dary, które otrzymujemy od Boga. Mianem talentu określamy teraz specjalne predyspozycje czy uzdolnienia idące w jakimś kierunku. Według przypowieści nasze talenty powinniśmy rozwijać, pomnażać. Nie wolno zakopywać ich w ziemi. I racja, i prawda. W stu procentach. Chcę jednak dzisiaj na tę przypowieść spojrzeć od innej strony.


Przyznam się, że rzadko kiedy mam taką jasną i sprecyzowaną myśl, którą chciałbym przekazać parafii. Jaka to myśl?

Uwaga! Adresatem przypowieści o talentach jest każdy z nas z osobna, ale też nasza parafia jako całość.


W tej przypowieści Bóg mówi do naszej parafii. Mówi oczywiście to samo do każdej innej parafii. My jednak zostawmy wszystkich innych i poczujmy, że to słowo jest do nas. Bóg mówi do Winnicy. Do proboszcza Winnicy i do wszystkich parafian. Co mówi? Spróbujmy to odczytać.


Bóg mówi, że jesteśmy obdarowani. Dostaliśmy tyle ile trzeba - według zdolności. Nie sposób zrobić dokładnej inwentaryzacji tych darów - wystarczy krótkie spojrzenie. Mamy za sobą osiemset lat historii parafii. Mamy piękny, zabytkowy kościół - nie nasze pokolenie go budowało, ale my korzystamy.


To są sprawy materialne. Ważniejszy od tego jest rys duchowy. Wiara, którą mamy jest darem. Wielkim darem, który Bóg nam dał. Dał go przez naszych rodziców, którzy wierzyli, którzy przynieśli nas do kościoła prosząc o chrzest. Wychowywali nas, dawali przykład.


Bóg wzbudza też osobiście tę wiarę swoją łaską. Wzbudza i pielęgnuje. Tu w kościele się modlimy, przyjmujemy sakramenty. Tu, z wiarą przynosimy naszych zmarłych powierzając ich Bogu. Bóg jest hojnym dawcą - a my bardzo obdarowani.


Co dalej mówi przypowieść? Mówi ona o tym, że przyjdzie czas rozliczenia. Nasza parafia, na czele z radą parafialną i proboszczem stanie kiedyś przed Bogiem i zda Mu sprawę z tego, co zrobiliśmy z tym, czym zostaliśmy obdarowani.


Pomyślcie co mu wtedy powiemy?

Może powiemy tak: Panie Boże - nasza parafia trwa nadal. Dostaliśmy kościół i oddajemy ten kościół - może nawet piękniejszy. Dałeś nam wiary skarb i tę wiarę też zachowaliśmy - przynosimy ci te wszystkie godziny naszej modlitwy, słuchania Słowa, te wszystkie sakramenty, które przyjmowaliśmy. Nie straciliśmy nic z Twoich darów. Pilnie wszystkiego strzegliśmy.


Co Bóg nam odpowie? Spróbujmy to odczytać z przypowieści.

Trzeci ze sług przyniósł swemu panu otrzymany wcześniej talent. Niczego nie stracił, niczego nie roztrwonił. Wszystko zachował. Oddaje to, co dostał. Mówi tak: "Oto masz swoją własność!" (Mt 25,25b)

Co usłyszał? "Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! (...) Odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. (...) A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 25,26a.28.30)

Gdy parafia nasza, z proboszczem na czele, stanie przed Bogiem i odda mu wszystko co otrzymała usłyszy to samo - parafio zła i gnuśna, parafio nieużyteczna, proboszczu zły i gnuśny, proboszczu nieużyteczny. Precz - w płacz i zgrzytanie zębów!

Nazbyt surowo? Sorry, taką mamy ewangelię.


Jak łatwo być zwiedzonym. Mamy kościół, dzwony, organy, nabożeństwa, sakramenty, cztery Msze Święte w niedziele, miękkie siedzenia, udane rekolekcje. Czerpiemy moc i siłę z modlitwy, oddajemy chwałę Bogu.


Czy naprawdę jesteśmy tacy ślepi? Naprawdę nie widzimy co dzieje się w naszej parafii?

Udane rekolekcje? Gdzie? Dokładnie policzyliśmy wiernych na zakończenie rekolekcji. Na każdej Mszy Świętej dużo więcej niż zwykle. A wszystkich razem - tysiąc dwieście. Gdzie pozostałe dwa tysiące naszych parafian? Jakie udane rekolekcje?


Oddajemy chwałę Bogu? Ile pijaństwa i innych nałogów, ile rozwalonych małżeństw, ile przemocy w rodzinach - bitych żon, bitych dzieci, ile niezgody, nieuczciwości, niewierności. Gdzie tu jest chwała Boga?


Nasza parafia nie jest wyjątkowa - tak jest wszędzie. Niczego to jednak nie zmienia.

"Ja, księże proboszczu, to do kościoła zawsze chodzę, wódki nie nadużywam, z sąsiadami się nie spieram, bo i po co? Ja tam się do innych nie wtrącam, to jest ich życie i ich sprawa."

Tak? Ich życie i ich sprawa? To idź przed Boga i Bogu powiedz, że inni cię nie obchodzą, że to ich życie i ich sprawa. Idź i zanieś Bogu swój talent, którego nie zmarnowałeś, niczego z niego nie uroniłeś. Idź i oddaj mu go!


Jeśli myślisz, że wiara to ty i Jezus, i twoje porządne życie, i twoje słodkie pacierze, to się grubo mylisz.

Wiara to odpowiedzialność za ginący świat, najbardziej w jego najbliższym wymiarze - odpowiedzialność za córkę, która pije, wnuka, który porzuca wiarę, sąsiada, który bije po pijaku żonę, społeczeństwo, które jest w stanie rozkładu, bo każdy prawie grabi do siebie i zatracił wszelkie poczucie przyzwoitości.


Idź i pokaż Bogu swoje porządne życie i swoje modlitwy, i swoje zadowolenie, i dobre samopoczucie. Oddaj mu swój talent.


To co jest nam bardzo potrzebne to zasadniczy zwrot. Nie można swojej wiary zawinąć w chusteczce i zakopać w swoim ogródku. Odkopać potem i oddać.

Wiara to jest pomnażanie i zdobywanie ludzkich serc dla Chrystusa. Setki i tysiące ludzi żyją bez Boga. Setki i tysiące udają tylko i żyją jakby Boga nie było. A my jesteśmy za nich odpowiedzialni. Wszyscy, absolutnie wszyscy.

I trzeba nam płakać. I trzeba, by nas w środku bolało. I trzeba niezgody na ten podły świat. I trzeba walczyć o każdą kobietę i każdego mężczyznę. Walczyć o każdego pijaka, każdego kryminalistę. Nikogo nie przekreślać, nie mówić, że nas to nie obchodzi.


Zastanawialiście się co czuje serce Boga, gdy śpiewamy w kościele "Ciebie Boga wysławiamy, Tobie Panu wieczna chwała" a w parafii są miejsca gdzie nie ma komu roznieść gazetki z programem rekolekcji?

"Przecież każdy może sobie wziąć z kościoła". Nie każdy, bo są setki, których tu nie ma. I to Boże zaproszenie do rekolekcji, do spowiedzi, do zrobienia czegoś dobrego w swoim życiu - powinien do nich przynieść z dobrym słowem sąsiad.


Wołam o nawrócenie. Wołam najpierw do siebie, potem do waszych serc. Nie układałem tych słów, by komuś "przywalić". Potrząsnąć - owszem, ale w duchu miłości i odpowiedzialności. Obudźmy się z samozadowolenia i zachwytu nad sobą.


Adwent, który wkrótce się zacznie, otworzy szereg ważnych wydarzeń. W grudniu przyjadą do nas świeccy i duchowni misjonarze ze wspólnoty Przymierze Miłosierdzia. Pod koniec stycznia przeżyjemy rekolekcje weekendowe w Popowie. Potem Wielki Post, w którym rekolekcje zaczną peregrynację w naszych domach ikony "Jezus z przyjacielem" - znamy ją z kolędowych książeczek. W maju parafialne misje - już dziesięć lat upływa od ostatnich. W październiku zaś przywitamy po czterdziestu latach kopię Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.


Bogato? Nawet bardzo. Coś wam jednak powiem. Może być tak, że ktoś weźmie udział we wszystkim. I nie opuści jednego nawet nabożeństwa. I bardzo się wzruszy. I będzie miał piękne wspomnienia. I jednocześnie nawet nie drgnie mu serce. I życie jego w niczym się nie zmieni.

Jeśli tak by być miało to lepiej jeszcze dziś zburzmy ten kościół i dajmy sobie spokój.

Ja jednak liczę na coś innego. Na przebudzenie i nawrócenie nas wszystkich. I na nowe życie w nas. I zmianę oblicza ziemi, tej ziemi. Amen.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski


Zajrzyj też tutaj:


Historia dziurami mierzona
Co jest potrzebne naszym zmarłym?
Trzosy, które nie niszczeją
Nie wystarczy czytać o Bogu
Miecze na lemiesze
Prawdziwa pokuta, prawdziwe nawrócenie
Wywyższony