4.jpg

Winnica, 06 stycznia 2011 roku.

Albo wszystko, albo nic!

Uroczystość Objawienia Pańskiego, C; Iz 60,1-6; Ps 72,1-2.7-8.10-13; Ef 3,2-3a.5-6; Mt 2,3; Mt 2,1-12;


Bóg albo będzie ten jedyny i wyjątkowy albo... nie ma go wcale.


Syn Boży stał się człowiekiem. Przeżywamy tajemnicę wcielenia. Cieszymy się betlejemskim żłóbkiem. Czy jednak wystarczy fakt, że Bóg przyjął ciało z Maryi Dziewicy? Czy wystarczy jego narodzenie?


Potrzebna jest jeszcze odpowiedź człowieka. Nie jakakolwiek odpowiedź, ale odpowiedź właściwa. Odpowiedzi bowiem mogą być różne. Pamiętamy o odpowiedzi jakiej udzielili pasterze. Dzisiaj słyszeliśmy o odpowiedzi mędrców ze Wschodu - przyszli do Betlejem, oddali pokłon i ofiarowali swoje dary. To są właściwe odpowiedzi.

Mamy także zapowiedź innej odpowiedzi. Oto Herod przerażony jest wieścią o narodzonym Królu. Wiemy czym się to skończy - bezsensowną rzezią betlejemskich dzieci.

Mamy zatem z jednej strony miłość i oddanie a z drugiej nienawiść i chęć mordu.

Jest jednak trzecia odpowiedź. Myślę, że najbardziej pospolita. Ta odpowiedź to... obojętność.


Urodził się Jezus? Przyszedł Bóg do człowieka? Ani mnie to ziębi, ani mnie to grzeje. To nie moja sprawa. A jeśli już moja to traktowana tak marginalnie - jak promocja w supermarkecie, jak znalezione 5 złotych, jak sygnał w samochodzie, że trzeba pojechać na przegląd.

Reagujemy na to wszystko - korzystamy z promocji albo przynajmniej zastanawiamy się czy warto, podnosimy pięć złoty, bo chyba jednak warto i dzwonimy do serwisu, by ustalić termin przeglądu.

Jakoś reagujemy, ale trudno powiedzieć, że te sytuacje kształtować będą nasze życie, że są one istotne, że będą wywierały wpływ. Ot, po prostu, coś tam się dzieje, życie płynie.


W podobny sposób można przeżywać Boże Narodzenie. Jakoś na nie reagujemy, ale jeśli to będzie tylko, wzruszające nawet i szczere, przełamanie się opłatkiem. Jeśli to będzie zaliczona, bo tak wypada, spowiedź i komunia święta. Jeśli to będzie przyjęcie księdza po kolędzie i najbardziej szczere życzenia dla niego to... to zbyt mało. To jakoś będziemy to wszystko przeżywać ale trudno będzie powiedzieć, że te sytuacje ukształtują nasze życie, że będą istotne, że będą wywierały na nas wpływ. Ot, po prostu, coś tam się dzieje, jak co roku życie płynie. Święta, święta i po świętach.


I teraz powiem rzecz trudną. Nie trudną intelektualnie, bo w tym wymiarze jest ona bardzo prosta. Trudność polega na tym, że po większości słuchaczy spłynie to jak woda po kaczce. Nie wiem czy to diabeł zabiera to słowo, czy też słowo te trafia na skałę serca.

Powiem to przytaczając zdanie z ostatniego programu kabaretu Hrabi. Cytuje kabaret, ale myśl jest jak najbardziej prawdziwa i życiowo ważna. Jeden z artystów wypowiada taką kwestię: "Kobiety bardzo często mówią, że wszyscy faceci są tacy sami. (...) Może i nawet tak jest. Ale jednak dla każdej kobiety przychodzi w życiu taki dzień, że się zakochuje. Wybiera sobie jednego typa z tych wszystkich takich samych i on wtedy jest ten jedyny, wyjątkowy."


Jeśli Bóg jest RZECZĄ - SPRAWĄ jedną z wielu. Jeśli to po prostu jeden z licznych, nawet ważnych, elementów naszego życia. Jeśli Bóg porusza nas trochę mniej lub nawet trochę bardziej niż rodzina, praca czy zdrowie. Jeśli tak jest, to tak naprawdę Bóg nie liczy się w naszym życiu wcale.


Bóg albo będzie ten jedyny i wyjątkowy albo... nie ma go wcale.


Albo kobieta wybierze z trzech miliardów facetów jednego, albo nie będzie miała żadnego. Albo mężczyzna wybierze jedną z całego świata kobietę i będzie jej mężem, albo nie będzie miał żadnej. Może sobie patrzeć na setki kobiet w telewizji, Internecie czy za oknem, może nawet z nimi rozmawiać i nawet iść do łóżka, ale nie będzie miał żadnej.


Chciałbym podzielić się osobistym doświadczeniem. Jako nastolatek uwierzyłem w Boga. Niewiele o Nim wiedziałem, ale Bóg dał mi zrozumienie jednej najważniejszej rzeczy, że skoro Bóg JEST, to moje życie musi się całkowicie zmienić, musi być Bogu poddane. Całkowicie, zupełnie.


W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił." (Pwt 6,4-5)


Całe serce, cała dusza, wszystkie siły.


I tu jest problem, i tu jest trudność. Nie może ojciec zaciągnąć córki do syna sąsiada i powiedzieć jej - masz go kochać. Może ją zmusić do małżeństwa, ale małżeństwo takie będzie nieważne, a najważniejsze, że nie będzie tam miłości. Do miłości nie można zmusić.

Miłość opiera się na poznaniu. Można pójść dalej i powiedzieć, że to jest objawienie - odkrycie, zrozumienie i pewność, że spotkało się jedynego i z tym jedynym chce się spleść swoje życie.

Miłość Boga polega dokładnie na tym samym. Opiera się ona na poznaniu Boga, na objawieniu - odkryciu, zrozumieniu i pewności, że spotkało się absolutny sens swego życia. Spotkało sie Kogoś, kto jest jednocześnie podstawą, wypełnieniem i celem naszego życia.


Czy mamy taką miłość? Takie zrozumienie? Objawienie?

Jeśli ktoś ma, to wie o co mi chodzi.


A jeśli ktoś teraz myśli: "o co temu księdzu chodzi?" To niech zwróci uwagę na słowa Apostoła Pawła: "Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim." (Flp 3,8b-9a) Święty Paweł miał to objawienie, które mieli pasterze, które mieli mędrcy ze wschodu. Odkrył zrozumiał i miał pewność, że Jezus jest wszystkim.


Jeśli nie mamy tego objawienia, to jedyną sensowną modlitwą jest wołanie do Boga, by nam je dał. Wołajmy, by łuski spadły z naszych oczu, byśmy pojęli KIM jest Jezus i jaki jest Jego plan względem nas. Wołajmy, byśmy odkryli prawdę o Bogu i prawdę o nas. Prawdę, która prowadzi do miłości. Miłość, która prowadzi do jedności. Jedność, która prowadzi do spełnienia.


Bóg albo będzie ten jedyny i wyjątkowy albo... nie ma go wcale.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski